Nauka na scenie

PAP © 2012 / Piotr Polak
PAP © 2012 / Piotr Polak

Dobiegła końca tegoroczna seria festiwali nauki, których liczba z roku na rok rośnie i zbliża się już do pół setki rocznie. Coraz obszerniejsze i zróżnicowane są też programy tych imprez - niektóre obejmują kilkaset wykładów, prezentacji, pokazów czy eskapad dydaktycznych. Więcej propozycji adresowanych jest do młodzieży, czy nawet kilkuletnich dzieci, a do akcji włączają się nie tylko uznani naukowcy czy pracownicy dydaktyczni, ale także studenci czy nawet uczniowie liceów.

Wielu z nich określić można wręcz naukowymi showmenami, bo prócz wiedzy prezentują autentyczny talent aktorski czy wręcz kabaretowy, a wyobraźnią i pomysłami na sposób prezentowania skomplikowanych zjawisk nierzadko szokują. Niektórzy z nich to autentyczni profesjonaliści, chociaż samoucy, bo specjalizacji - popularyzacja nauki - póki co nie ma jeszcze na polskich uczelniach.

Przykłady można mnożyć, choć nikt chyba nie przebije prorektora jednej z rzeszowskich uczelni, który przed trzema laty wykład inaugurujący nowy rok akademickich "wyśpiewał" przy akompaniamencie zespołu złożonego z doktorantów. Na doskonały sposób uświadomienia młodzieży czym jest starość wpadła popularyzatorka nauki z Torunia, która ubrała studentów w odzież ograniczającą ruchy rąk, nóg, stawów, kręgosłupa i kazała im poruszać się w tych uniformach. Wielu z obserwatorów tego pokazu ustąpi może teraz staruszce miejsca w autobusie.

Coraz częściej nauka idzie ręka w rękę ze sztuką, czego przykładem może być choćby pani doktor z Krakowa. Zaprojektowała efektowne suknie, które przypominały kształtem i stylizacją ludzkie organy i na pełnych gracji modelkach wyjaśniała ich znaczenie dla naszego zdrowia i życia. Z kolei popularyzatorki z Wrocławia udowodniły w obrazowy sposób, że tancerze a zwłaszcza baletnice wykorzystują nieświadomie podstawowe prawa fizyki by doskonalić swój kunszt.

Świetnie bawią się i uczą zarazem bywalcy Centrum Nauki "Kopernik" w Warszawie, który serwuje wiedzę w sposób tak atrakcyjny i profesjonalny, że żadne z centrów rozrywki nie ma szans z "Kopernikiem" konkurować. Co kilka tygodni Centrum wprowadza nowe atrakcje, określane fachowo wystawami czasowymi, a będącymi w istocie kolejnymi, oryginalnymi spektaklami na najwyższym poziomie.

Przebojem okazały się ostatnio obrazujące świat sprzed milionów lat Juraparki, coraz więcej osób odwiedza otwartą w lipcu pod Kielcami Aleję Miniatur, prezentującą kopie słynnych w świecie budowli historycznych czy miejsc, od Krzywej Wieży w Pizie po Piramidę Cheopsa w Kairze. Okazało się, że uznawana przez lata za "nudną" nauka, jest doskonałym "tworzywem", z którego pomysłowi popularyzatorzy czerpią garściami, bawiąc a zarazem ucząc obserwatorów, którzy coraz częściej biorą aktywny udział w pokazach.

Truizmem jest stwierdzenie, że powodzenie każdej imprezy naukowej, rozrywkowej czy sportowej zależy nie tylko od jej atrakcyjności i wartości intelektualnych jakie niesie, ale w dużej mierze od skutecznej promocji. Centrum "Kopernik" jest w tym względzie nie do pobicia, ale organizatorzy niektórych festiwali czy pikników naukowych, też potrafią zadbać o reklamę i nie narzekają na brak frekwencji. Są jednak miasta i miasteczka (festiwale obejmują swym zasięgiem także mniejsze ośrodki) gdzie niewielu mieszkańców wie, że jest taka impreza w ich mieście a nawet jeśli wie, to nie jest świadoma jej atrakcyjności, wagi czy potrzebnej w życiu wiedzy, jaką im przyniesie.

Przekonałem się tym osobiście w jednym z wojewódzkich miast, gdzie podczas dwutygodniowego festiwalu nie brakowało interesujących pokazów i wykładów, ale brakowało publiczności. Organizatorzy zapomnieli o szerszej i skuteczniejszej reklamie, choćby o plakatach. Wiele miejsc, gdzie odbywały się imprezy, trudno było odszukać nawet mieszkańcom miasta.

Nieszczególnie czuły się prezenterki mając przed sobą dwóch tylko słuchaczy. Zresztą nawet w centrum miasta, w Muzeum Narodowym, na rodzinnych warsztatach pod frapującym tytułem "Badanie fantastycznych Światów z naszych ziemskich odpadów" nie było wielu chętnych, bo trudno było się domyśleć, że wewnątrz dzieje się coś innego niż na co dzień. Na innym festiwalu, w innym mieście wojewódzkim redakcyjna koleżanka z Serwisu Nauka w Polsce okazała się jedynym gościem na interesującym skądinąd wykładzie. Można się domyślać, że nie były to przypadki odosobnione.

Festiwale Nauki, choć niektóre mają już kilkunastoletnią tradycję, nie przyciągną widzów czy słuchaczy znanymi publicznie nazwiskami celebrytów, gwiazd telewizji czy estrady. Nauka wciąż jeszcze uznawana jest przez wielu za dziedzinę zbyt skomplikowaną by ją zrozumieć, a przez to mało atrakcyjną. Cieszy to, że są już środowiska które obaliły ten mit i są dziś wiernymi kibicami naukowych publicznych eksperymentów. No, ale nie wszędzie.

Potencjał tkwiący w nauce i jej popularyzatorach jest imponujący. Powinniśmy go wykorzystać nie tylko ciekawymi naukowymi spektaklami czy wykładami, ale też skuteczniejszą, bardziej kreatywną niż dotychczas formą ich promocji.

Tomasz Trzciński

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Fot. Adobe Stock

    Dzięki soli można przygotować lody na śniegu, byle bez dodatku śniegu

  • Warszawa nocą. Źródło: Adobe Stock

    W polskim prawie brakuje przepisów dotyczących zanieczyszczenia światłem

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera