Ekspert: nagłych zdarzeń wokół lodowców, np. obrywów, będzie coraz więcej

Fot. Adobe Stock
Fot. Adobe Stock

Klimat się ociepla, wieczna zmarzlina topnieje, dlatego nagłych zdarzeń związanych z lodowcami górskimi, np. obrywów albo powodzi błotnych, będzie coraz więcej – ocenił geofizyk dr Bartłomiej Luks. Dodał, że nie można też zapomnieć o mniej „dramatycznym” procesie, jakim jest topnienie lodowców.

We wrześniu w Norwegii – na lodowcu Gjertvassbreen w masywie Jotunheimen – doszło do gigantycznego obrywu lodowca. Masa lodu przemieściła się prawie kilometr w dół zbocza, a osuwisko miało niemal 400 metrów szerokości. Tym razem nikt nie został ranny. Tragiczna w skutkach była za to katastrofa w sierpniu w Nepalu, gdzie obryw lodowca spowodował potężną lawinę błotną. Zginęło tam ponad tysiąc osób.

W ocenie geofizyka i badacza kriosfery dr Bartłomieja Luksa z Instytutu Geofizyki PAN różnego rodzaju obrywów, osuwisk czy lawin śnieżno-błotnych z lodowców górskich będzie coraz więcej.

– Zjawiska te są przede wszystkim związane z degradacją wieloletniej zmarzliny na przedpolach lodowców, co z kolei jest efektem ocieplenia klimatu. Jeśli w systemach lodowcowych znajduje się coraz więcej wody, to lodowiec z przodu czy od spodu nie ma się jak trzymać, więc masa lodowa może łatwiej się urwać. Dodatkowo woda jest takim rodzajem „smaru” ułatwiającym poślizg tego lodowca, który zaczyna sunąć w dół – wyjaśniał badacz.

Jak dodał, choć zagrożenie ma charakter lokalny lub regionalny to dotyczy miejsc na całym globie – od Wysokiej Azji, przez Europę i Alpy, po Amerykę Południową i Andy. Jak przypomniał geofizyk, tylko w Europie przed rokiem zniszczone przez lawinę błotną po obrywie lodowca zostało miasteczko Blatten w Szwajcarii, a wcześniej, w 2022 r., na lodowcu Marmolada w Dolomitach zginęło 11 osób.

– Nawet na Alasce doszło w zeszłym roku do ogromnego obrywu, tym razem skalnego, na szczęście w miejscu niezamieszkałym. Masy skalne spadły do fiordu, rozbijając po drodze część lodowca. Spadająca masa po drugiej jego stronie wywołała falę o wysokości ponad 400 metrów. Zmiany klimatu postępują, dochodzi do coraz większej degradacji zmarzliny, więc takich zjawisk będzie coraz więcej – opowiadał badacz.

Część lodowców jest monitorowana przez naukowców – zwłaszcza tam, gdzie mieszkają ludzie i istnieje zagrożenie dla ich życia. – Tak było chociażby w Blatten, gdzie Szwajcarzy badali przemieszanie lodowca i gdy grunt lodowca w ciągu trzech dni przesunął się o 17 cm, wiedzieli, że coś się stanie. W mojej ocenie, po niedawnej tragedii w Nepalu takich monitoringów i systemów będzie więcej – powiedział dr Luks.

Ruchy lodowców górskich można monitorować m.in. za pomocą odbiorników GPS, satelitów radarowych (ang. Synthetic Aperture Radar) czy sejsmometrów.

Z obrywami mas lodowców górskich związany jest też temat powodzi błyskawicznych typu GLOF (ang. glacial lake outburst flood), które są wywołane gwałtownym przerwaniem jezior lodowcowych.

Naukowiec tłumaczył, że takie jeziora są tworzone na samych lodowcach, kiedy w trakcie okresu roztopowego zbiera się woda, ale też na ich przedpolach, gdzie obecnie tego rodzaju jezior tworzy się coraz więcej.

– Trzeba pamiętać, że ten materiał morenowy może być bardzo niestabilny. Jeśli wody w tych jeziorach będzie za dużo, to bariera może zostać przerwana i dojdzie do bardzo intensywnych powodzi, co właśnie wydarzyło się w Nepalu. Zresztą tam, poza obrywami skalnymi i obrywem lodowcowym, takie jeziora tworzyły się wtórnie, co było dodatkowym zagrożeniem – mówił.

PAP zapytała więc geofizyka, czego należy się bardziej obawiać: takich nagłych zdarzeń czy powolnego, mniej „dramatycznego” topnienia lodowców.

Według dr. Luksa trudno jednoznacznie wskazać którąś z tych opcji.

– Jedne z tych zagrożeń to nagłe zdarzenia, które faktycznie intensyfikują się w ostatnich latach, ale jednak dotyczą pewnych konkretnych regionów. Jeśli zaś chodzi o topnienie lodowców, to mamy globalny problem, który wymaga systemowego podejścia. Zresztą ocieplenie klimatu nie tylko powoduje topnienie lodowców, ale też zmienia reżim opadowy ze śnieżnego w deszczowy. A to przecież śnieg i lodowce są najlepszym „bankiem” wody pitnej na świecie – mówił dr Luks.

Jak dodał, naukowcy zajmujący się badaniami kriosfery (czyli mówiąc ogólnie – lodem) pracują obecnie nad integracją badań nad powolnymi zmianami bilansu masy w kriosferze z modelowaniem nagłych zdarzeń ekstremalnych.

– Chociaż nie jest to łatwe, ponieważ o ile jesteśmy w stanie przewidzieć modele stopniowego topnienia lodu, to dołożenie tego komponentu związanego ze zjawiskami ekstremalnymi, gdy na przykład urywa się pół lodowca, nie jest łatwe – podsumował dr Luks.

Agnieszka Kliks-Pudlik (PAP)

akp/ bar/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne im. Tadeusza Hołdysa na Śnieżce (mk/dw) PAP/Maciej Kulczyński

    Karkonosze/ W tym roku dwukrotnie zanotowano najwyższe w historii temperatury na Śnieżce

  • Warszawa, 23.03.2004. Fot. PAP/Piotr Rybarczyk

    Myszy podsłuchują ptaki, by ocenić, czy w okolicy jest bezpiecznie

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera