Uczelnie i instytucje

20 lat samorządu doktorantów w Polsce: od studenta III stopnia do młodego naukowca ze stypendium

Fot. Adobe Stock
Fot. Adobe Stock

Krajowa Reprezentacja Doktorantów (KRD) obchodzi swoje 20-lecie. Jej przedstawiciele zauważyli w rozmowie z PAP, że w ciągu tych dwóch dekad doktorant przeszedł drogę od „uczestnika studiów III stopnia” bez zagwarantowanych pieniędzy do młodego naukowca ze stypendium i składkami emerytalnymi.

KRD to instytucja samorządowa reprezentująca interesy doktorantów w Polsce, których dziś jest ok. 20 tys. Od 20 lat działa na rzecz rozwoju szkolnictwa wyższego, poprawy warunków kształcenia oraz wzmacniania roli młodych naukowców.

- Początkowo Krajowa Reprezentacja Doktorantów walczyła, żeby w ogóle być zauważana i słyszana w środowisku. Przez te 20 lat, dzięki pracy członków zarządów poprzednich kadencji, to się udało. Dziś jesteśmy jedną z sześciu instytucji przedstawicielskich, które minister nauki i szkolnictwa wyższego pyta o zdanie w sprawie ustaw i budżetu nauki. Jesteśmy partnerem, którego zdanie się liczy – podkreślił w rozmowie z PAP przewodniczący KRD Rafał Ramut.

- I już coraz mniej osób myli nas z Krajowym Rejestrem Długów, który posługuje się takim samym skrótem – dodał.

Śledząc zmiany, jakie zaszły w środowisku na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, Rafał Ramut wskazał na zmianę statusu doktoranta – od „uczestnika studiów III stopnia” bez gwarantowanych pieniędzy do młodego naukowca z powszechnym stypendium i składkami emerytalnymi.

Jeszcze w 2005 r. doktoranci mieli status pośredni: mieli obowiązki pracownika naukowego, ale prawa zbliżone do studenckich. Sami doktoranci skarżyli się wówczas na pracę dla uczelni bez wynagrodzenia i bez ubezpieczenia.

Jak przypomniał rzecznik KRD Michał Petka, przełomem była ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym z 27 lipca 2005 r., gdzie po raz pierwszy zdefiniowano doktoranta, wyodrębniono studia doktoranckie jako studia III stopnia i dano doktorantom własny samorząd. Podał, że wówczas było 32,7 tys. doktorantów.

- Studia doktoranckie przypominały kolejny etap studiów: zajęcia, punkty ECTS, zaliczenia, zwykle cztery lata. Były stacjonarne i niestacjonarne, te drugie płatne. Do 2011 r. ukończenie studiów nie musiało kończyć się doktoratem. Stopień zdobywało się w przewodzie doktorskim przed radą wydziału, z egzaminami doktorskimi i dwoma recenzentami. Przewód można było też otworzyć „z wolnej stopy”, bez studiów. Stypendium nie było gwarantowane. Dostawała je tylko część doktorantów stacjonarnych, w minimalnej wysokości 60 proc. pensji asystenta. Jeszcze w 2015 r. NIK odnotowała kwoty od ok. 900 do 2000 zł, zależnie od uczelni. Stypendysta miał ograniczenia w podejmowaniu pracy. Doktorant miał ubezpieczenie zdrowotne, ale od stypendium nie płacono składek emerytalnych, więc lata doktoratu nie budowały emerytury – przypomniał Michał Petka w rozmowie z PAP.

W takich okolicznościach w 2006 r. powstała Krajowa Reprezentacja Doktorantów, na początku bez osobowości prawnej i bez własnego budżetu. Osobowość prawną i dotację z ministerstwa KRD otrzymała w 2011 r., po nowelizacji ustawy i powiązaniu studiów doktoranckich z uzyskaniem stopnia doktora.

- W tym czasie liczba doktorantów szybko rosła i w latach 2013-2015 osiągnęła szczyt ok. 43,4 tys. Masowość miała jednak swoją cenę. NIK w raporcie z 2015 r. wskazała, że stopień doktora uzyskuje tylko ok. 40-45 proc. absolwentów studiów doktoranckich, a w humanistyce i naukach społecznych zaledwie ok. 27 proc. Krytykowano łagodną rekrutację, brak zewnętrznej oceny jakości, mało zajęć z metodologii i niskie wsparcie finansowe. W konsultacjach KRD z 2014 r. doktoranci zgłosili 622 sygnały o nieprawidłowościach, w tym o mobbingu i nepotyzmie – opowiadał Petka.

Odpowiedzią była ustawa z 20 lipca 2018 r. Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, nazywana „Konstytucją dla Nauki”, „Ustawą 2.0” albo „Ustawą Gowina” (od Jarosława Gowina, ówczesnego wicepremiera i ministra nauki).

Ustawa nazywa doktoranta młodym naukowcem i pełnoprawnym członkiem wspólnoty akademickiej, obok studentów i pracowników. Kształcenie w szkole doktorskiej jest bezpłatne i trwa trzy lub cztery lata. W pierwszym roku doktorant przygotowuje z promotorem indywidualny plan badawczy, a w połowie kształcenia przechodzi ocenę śródokresową przed komisją z udziałem osoby spoza uczelni. Wynik negatywny oznacza skreślenie. Do obrony potrzebna jest co najmniej jedna publikacja, znajomość języka obcego na poziomie B2 i trzy pozytywne recenzje od recenzentów spoza jednostki. Nadal można też zrobić doktorat poza szkołą, w trybie eksternistycznym, ale bez stypendium.

Dziś stypendium dostaje każdy doktorant szkoły doktorskiej, przez maksymalnie cztery lata. Jego minimum jest powiązane z pensją profesora: 37 proc. przed oceną śródokresową i 57 proc. po niej. W 2026 r. to 3570,50 zł i 5500,50 zł brutto, czyli ok. 3,2 tys. i 4,9 tys. zł netto. Ta niższa stawka jest jednak wciąż poniżej płacy minimalnej, która wynosi 4806 zł brutto.

Jak przypomnieli przedstawiciele KRD, od stypendium płacone są składki emerytalne, rentowe i wypadkowe, więc lata doktoratu liczą się dziś do emerytury. Ubezpieczenie chorobowe jest na razie dobrowolne. Od 2023 r. doktorant może pracować jako nauczyciel akademicki, a od 2026 r. w trudnej sytuacji może dostać zapomogę, zniesioną przy ostatniej reformie.

Jednocześnie doktorantów jest wyraźnie mniej. Pod koniec 2023 r. było ich ok. 20,5 tys. Co roku kształcenie zaczyna ok. 4 tys. osób.

- Podstawy, czyli status, stypendium dla każdego i składki, zostały wywalczone. Mamy też udogodnienia jak mLegitymacja. Dalsze postulaty, które dotyczą jakości, bezpieczeństwa socjalnego i dobrostanu, znajdą się w projekcie nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym – podkreślił Rafał Ramut.

Jak przypomniał, na początku października rząd przyjął projekt, który obejmuje doktorantów obowiązkowym ubezpieczeniem chorobowym. Pozwala on też zawiesić kształcenie na łącznie 12 miesiące, m.in. z powodów rodzinnych, bez utraty świadczeń. Absolwenci szkół doktorskich mieliby też bezpłatny dostęp do infrastruktury badawczej aż do obrony (chodzi o okres po złożeniu pracy, kiedy formalnie kończy się kształcenie).

Wśród innych postulatów środowiska doktorantów przewodniczący wymienił jeszcze: możliwość zniżek na przejazdy komunikacją miejską, uwzględnienie potrzeb mieszkaniowych doktorantów (np. na wzór domów asystenta), a także kwestię zdolności kredytowej (dziś stypendia się do niej nie wliczają).

- Dziś doktorant nie jest już kimś „pomiędzy” – pomiędzy studentem a naukowcem. To jest młody pracownik naukowy na początku ścieżki kariery, który prowadzi badania naukowe wysokiej jakości i otrzymuje stypendium doktoranckie. To lider jutra – nie tylko dla akademii, ale dla całej gospodarki – podsumował Rafał Ramut.

Agnieszka Kliks-Pudlik (PAP)

akp/ agt/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Warszawa, 09.02.2026. Ratownik medyczny - zdjęcie ilustracyjne. (doro) PAP/Radek Pietruszka

    Gdańsk/ Naukowcy GUMed i strażacy zbadają wpływ warunków pracy na zdrowie ratowników

  • 03.03.2023 PAP/Art Service

    Częstochowa/ Na Uniwersytecie Jana Długosza otwarto Wieloprofilowe Centrum Symulacji Medycznej

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera