Żałoba to smutek, tęsknota, złość, poczucie winy, a czasem ulga. To emocje o różnym nasileniu i zabarwieniu. Na początku potrafią być jak sztorm – mogą zatopić, potem najczęściej słabną, choć u każdego w innym tempie. Czym jeszcze jest żałoba i jak wspierać osoby po stracie – wyjaśnia psycholożka Milena Dzienisiewicz.
PAP: Jakie emocje mogą towarzyszyć żałobie? Pomieści wszystkie?
Milena Dzienisiewicz, psycholożka z Kliniki Uniwersytetu SWPS: Tak naprawdę wszystkie. Smutek, tęsknotę, lęk, złość, poczucie winy, a nawet ulgę. W żałobie jest miejsce na wszystkie emocje.
PAP: Mówi pani o tym, że żałoba jest jak sztorm. Dlaczego?
M.D.: Początkowo emocje, które odczuwamy, mogą być bardzo silne, podobnie jak fale w czasie sztormu. Zatapiają, potrafią przytłoczyć. Trudno złapać oddech i normalnie funkcjonować. Z czasem jednak fale zwykle stają się mniejsze.
PAP: Zwykle, ale nie zawsze?
M.D.: Nie zawsze. W niewielu przypadkach te fale nie maleją, ale w większości zdecydowanie tak, emocje wygaszają się.
PAP: Po co człowiekowi żałoba? To doświadczenie nie jest charakterystyczne wyłącznie dla ludzi.
M.D.: Możemy obserwować zachowania przypominające żałobę również w świecie zwierząt. Żałoba jest reakcją na utratę kogoś lub czegoś ważnego.
PAP: W potocznym rozumieniu kojarzymy ją przede wszystkim ze śmiercią bliskiej osoby. Tymczasem w psychologii strata jest pojęciem znacznie szerszym…
M.D.: Zdecydowanie. Strata może dotyczyć zdrowia, pracy, relacji czy miłości. To bardzo szerokie pojęcie. Doświadczenie straty jest czymś, co rozpoczyna proces żałoby.
PAP: Ale nie zawsze zaczyna się z chwilą śmierci bliskiej osoby?
M.D.: Tak, żałoba antycypacyjna może rozpocząć się jeszcze, kiedy życie bliskiej osoby trwa. Najczęściej związana jest z przewlekłą chorobą i wiemy, że dzień po dniu tracimy bliskiego. Ta świadomość towarzyszy nam aż do momentu faktycznej straty. Ten rodzaj żałoby może pojawiać się u osób, które opiekują się ciężko chorym członkiem rodziny. Stopniowo oswajają się z perspektywą nieuniknionego końca.
PAP: Czy przeżywanie żałoby antycypacyjnej oznacza, że już po odejściu bliskiego człowieka będziemy cierpieć mniej? Czy wcześniejsze oswojenie się ze stratą pozwala uniknąć kolejnego sztormu?
M.D.: Nie. Żałoba antycypacyjna nie wyklucza żałoby po śmierci bliskiej osoby. To proces, który rozpoczyna się wcześniej, ale nie oznacza, że po stracie emocje nie powrócą albo nie staną się jeszcze silniejsze. W takim przypadku po śmierci bliskiego człowieka możemy doświadczyć również bardzo intensywnego bólu.
PAP: W żałobie wyróżnić można pięć etapów: zaprzeczania, gniewu, targowania się i akceptacji. Czy rzeczywiście przechodzimy przez te etapy w określonej kolejności? Nie jest to zbyt duże uproszczenie?
M.D.: Wspomniany model Elisabeth Kübler-Ross opublikowany w 1969 roku w książce pt. „Rozmowy o śmierci i umieraniu” jest dziś traktowany przede wszystkim jako ważny element historii badań nad żałobą, a nie uniwersalny model opisujący doświadczenie każdej osoby.
Przyjmujemy, że żałoba nie jest procesem liniowym. Model etapów sugerował, że przechodzimy kolejno przez nie wszystkie, a w rzeczywistości to jest ich plątanina. To jest bardziej złożone i możemy wielokrotnie wracać do tych samych emocji, myśli, uczuć i wspomnień. Smutek może pojawiać się na przemian ze złością, poczuciem winy czy tęsknotą. Czasem wydaje nam się, że już poradziliśmy sobie z pewnymi uczuciami, a później znów się pojawiają. To również jest częścią żałoby.
PAP: Czy ulga po śmierci bliskiej osoby jest naturalnym uczuciem?
M.D.: Oczywiście. Wiele osób wstydzi się o niej mówić, ale w żałobie jest na nią miejsce. Jeśli bliska osoba długo chorowała i cierpiała, jej śmierć może oznaczać również koniec tego cierpienia. Ulgę mogą odczuwać także osoby, które przez długi czas opiekowały się chorym i były bardzo obciążone emocjonalnie. Ulgę można poczuć po śmierci wobec osoby, która wobec nas stosowała przemoc.
PAP: Czy w żałobie jest również miejsce na śmiech i radość?
M.D.: Żałoba nie polega na tym, że przez cały czas cierpimy i jesteśmy smutni. Pamięć o zmarłych nie musi oznaczać wyłącznie smutku. W żałobie poruszamy się pomiędzy bólem, cierpieniem i tęsknotą a orientacją na życie. Możemy planować przyszłość, chodzić do pracy, spotykać się z ludźmi i śmiać się. To nie oznacza, że przestaliśmy przeżywać żałobę. Te doświadczenia mogą ze sobą współistnieć.
PAP: Instytut Dobrej Śmierci w kampanii zwracał uwagę, że zarówno brak łez po śmierci rodziców, jak i intensywne płakanie przez wiele miesięcy mogą być naturalnymi reakcjami. Ludzie przeżywają przecież stratę na różne sposoby. Każdy jest dobry?
M.D.: Żałoba jest procesem indywidualnym. Każdy przechodzi ją inaczej. Nie istnieje jeden wzorzec, według którego powinniśmy reagować, ani instrukcja, że w określonym momencie musimy odczuwać konkretne emocje. Nie możemy narzucać sobie ani innym, jak żałoba powinna wyglądać.
PAP: Czy to normalne, że za życia wiele osób planuje swój pogrzeb?
M.D.: Jeśli to daje nam spokój i poczucie bezpieczeństwa, nie ma powodu, by tego nie robić. Warto rozmawiać i wyjaśnić, jak chcielibyśmy, by nasz pogrzeb wyglądał. To zupełnie normalne. Jednak tych rozmów często unikamy. Jeśli ktoś podejmuje taki temat, to warto go przede wszystkim wysłuchać. Nie ucinać rozmowy, nie mówić: „Nie rozmawiajmy o tym” albo „Nie myśl o takich rzeczach”. Jeśli ktoś podejmuje ten temat, prawdopodobnie jest on dla niego ważny. Porozmawiajmy o tym, czego potrzebuje i czego sobie życzy. Takie informacje mogą później bardzo pomóc bliskim, którzy będą wiedzieli, jak uszanować jego wolę.
PAP: Czym właściwie są kondolencje? Czy wsparcie osoby pogrążonej w żałobie może zamykać się w słowach?
M.D.: Kondolencje rzeczywiście najczęściej przybierają formę słowną. Są wyrazem współczucia, komunikatem: „Jestem z tobą w tym bólu, nie jesteś sam”. Ale wsparcie nie powinno ograniczać się jedynie do słów. Czasem ważniejsza jest obecność, gotowość do wysłuchania czy konkretna pomoc.
PAP: Jak zatem zachować się wobec osoby, która właśnie straciła kogoś bliskiego? Unikać rozmowy, kiedy widzimy jej smutek i łzy? Czy możemy zapytać wprost, czego potrzebuje?
M.D.: Jeżeli faktycznie nie wiemy, co powiedzieć, może warto przyznać się: „Nie wiem, czego teraz ode mnie oczekujesz, ale jestem obok”. Nie musimy mieć gotowych odpowiedzi ani wiedzieć, jak rozwiązać jej problemy. Ważne, żeby nie zostawiać jej samej z przekonaniem, że musi sobie sama ze wszystkim poradzić.
PAP: Przyjść do osoby w żałobie z ciastem?
M.D.: Albo z obiadem! Osoba, która traci bliską osobę, nie jest w stanie myśleć o przygotowywaniu posiłków, zakupach. Znamy to z wielu filmów, w których sąsiedzi przychodzą do rodziny po stracie i przynoszą jedzenie. To bardzo dobry zwyczaj. Taki prosty gest, który może mieć ogromne znaczenie i naprawdę odciążyć w tych pierwszych momentach po stracie.
PAP: Śmierć nie oznacza końca relacji, miłości czy przyjaźni. W żałobie nie chodzi przecież, by zapomnieć, ale posegregować wspomnienia?
M.D.: W żałobie nie chodzi o wymazanie tej osoby z naszego życia. Szukamy raczej sposobu na podtrzymanie więzi z nią, mimo że nie możemy już być razem tak jak wcześniej. Możemy zachować należący do niej drobiazg, koszulę czy korzystać z jej przepiśnika. Żałoba to proces, który nigdy się nie kończy. Zmienia się jej intensywność i sposób, w jaki jej doświadczamy. Nie musimy zamykać tej relacji ani udawać, że ta osoba nie istniała. Więź ze zmarłym może pozostać częścią naszego życia, choć z biegiem czasu często przybiera inną formę.
PAP: Niektórzy jednak nie pozwalają niczego wyrzucić, zmienić żadnego ustawienia na półce i w szafie. Traktują rzeczy po tej osobie jak relikwie. Pokój zamknięty na głucho, pościel niezmieniona przez lata. To też normalne?
M.D.: Porządkowanie rzeczy po zmarłym warto rozpocząć wtedy, kiedy czujemy się na to gotowi. Nie ma jednego właściwego terminu. Jedni potrzebują zrobić to stosunkowo szybko, inni muszą poczekać znacznie dłużej. Z drugiej strony, jeśli przez kolejne lata nie jesteśmy w stanie niczego zmienić, a pokój zmarłego pozostaje dokładnie taki sam przez kolejne lata, to może to być rzeczywiście sygnał, że możemy mieć do czynienia z zaburzeniem przedłużonej żałoby. Istotne jest to, czy trudność w ich uporządkowaniu wiąże się z nasilonym cierpieniem i utrudnia nam codzienne funkcjonowanie.
PAP: Czy chodzi o żałobę powikłaną?
M.D.: Tak, zaburzenie przedłużonej żałoby jest rozpoznaniem uwzględnianym we współczesnych klasyfikacjach diagnostycznych. Nie można jednak stwierdzić jego występowania wyłącznie na podstawie tego, że ktoś długo przechowuje rzeczy po zmarłym. Znaczenie ma między innymi czas trwania objawów, ich nasilenie oraz wpływ na codzienne życie. Czy uporządkowanie rzeczy np. wiąże się z nasilonym cierpieniem.
Według klasyfikacji ICD-11 rozpoznanie można rozważać, gdy utrzymujące się na tym samym poziomie reakcje żałoby trwają co najmniej sześć miesięcy. W innych systemach diagnostycznych przyjęto dłuższy minimalny okres – roku.
Chodzi przede wszystkim o uporczywą, intensywną tęsknotę za zmarłym lub stałe zaabsorbowanie myślami o nim, silny ból emocjonalny i trudności w powrocie do codziennych aktywności. Objawy te utrzymują się z takim nasileniem, że przekraczają oczekiwania właściwe dla danej kultury i kontekstu społecznego oraz istotnie zakłócają funkcjonowanie człowieka. Dopiero wtedy można rozważać, czy mamy do czynienia z zaburzeniem przedłużonej żałoby.
PAP: Spotkałam się kiedyś z porównaniem, że w żałobie nie można bez końca chować się pod parasolem. Trzeba poczuć padający deszcz. Czy nie jest tak, że czasem próbujemy jak najszybciej wyciszyć smutek, na przykład za pomocą farmakoterapii?
M.D.: To zależy od sytuacji i rodzaju stosowanego leczenia. Leki przeciwdepresyjne nie sprawiają, że żałoba znika. Mogą być pomocne, jeśli występują wskazania do ich zastosowania, na przykład współwystępująca depresja. Nie zastępują jednak przeżycia straty. Łagodzą objawy, ale żałoba wciąż czeka na swój czas. Parafrazując słowa Williama Wordena, można powiedzieć, że nie da się przejść żałoby bez doświadczenia bólu straty. Nie chodzi też o to, by za wszelką cenę unikać bólu. Potrzebujemy znaleźć sposób, by go przetrwać. Każdy robi to we własnym tempie. Warto też pamiętać, że szukanie pomocy nie jest oznaką słabości.
PAP: Zdarza się jednak, że człowiek przez kilka lat blokuje emocje, a żałoba powraca w najmniej oczekiwanym momencie.
M.D.: Niekiedy trudne emocje ujawniają się po długim czasie, również pod postacią dolegliwości fizycznych. Ktoś może doświadczać przewlekłych bólów głowy czy brzucha przy prawidłowych wynikach. Zdarza się, że po kolejnych konsultacjach lekarz sugeruje rozmowę z psychologiem, psychoterapeutą lub psychiatrą. Podczas wywiadu może się wówczas okazać, że taka osoba doświadczyła wcześniej straty, której nie miała możliwości przeżyć i wciąż sobie z nią nie radzi. W takich przypadkach warto sprawdzić, czy te objawy somatyczne nie są objawem żałoby.
PAP: Kiedy osoba przeżywająca stratę powinna skorzystać ze wsparcia specjalisty? Ból może zalać i nie ustępować przez lata.
M.D.: Warto poszukać pomocy wtedy, gdy czujemy, że trudno nam poradzić sobie z emocjami, potrzebujemy wsparcia albo samopoczucie stopniowo się pogarsza. Nie trzeba czekać określonej liczby miesięcy, by porozmawiać ze specjalistą. Szczególną uwagę powinny zwrócić nasilające się poczucie winy, coraz większe trudności w codziennym funkcjonowaniu czy myśli rezygnacyjne i o śmierci. To sygnały, których nie należy lekceważyć. Wymagają konsultacji ze specjalistą.
PAP: Strata bliskiej osoby może wpływać również na życie uczuciowe. Niektóre osoby bronią się przed wchodzeniem w nowe związki, bo mają poczucie, że w ten sposób zdradziliby zmarłą osobę.
M.D.: Tak, a dodatkowo pojawiają się społeczne oczekiwania dotyczące tego, ile czasu powinno upłynąć przed rozpoczęciem nowej relacji. Jedni mogą uznać, że ktoś robi to za szybko, inni — że zbyt długo jest sam. Nie ma tutaj żadnej cezury. Można przecież wejść w nowy związek, jednocześnie pamiętając o zmarłej osobie i zachowując więź z nią. Nowa miłość nie oznacza zdrady ani wymazania przeszłości. To, że ponownie zaczynamy doświadczać bliskości i radości, nie unieważnia tego, co przeżyliśmy wcześniej.
PAP: Co zatem może pomagać w przechodzeniu przez żałobę?
M.D.: Powinniśmy dać sobie prawo do cierpienia, ale też do tego, by czuć się dobrze. Prosić o wsparcie, jeśli faktycznie potrzebujemy. Nie bać się tego. Komunikować, że potrzebujemy obecności, realnej pomocy – tego, by ktoś zawiózł nas na cmentarz, ugotował obiad.
PAP: Czas faktycznie leczy rany? Czy raczej unikać takich słów?
M.D.: Sam czas nie leczy. To nie jest tak, że możemy po prostu usiąść i czekać, aż ból, żałoba minie, To aktywny proces. Czas sprawia, że one słabną. Zamiast to mówić, lepiej zapewnić o swojej obecności i gotowości. Możemy powiedzieć: „Jestem obok, jeśli będziesz mnie potrzebować”. To prosty komunikat, który nie narzuca żadnych oczekiwań i daje drugiej osobie przestrzeń.
PAP: A „wiem, co czujesz”?
M.D.: Tego stwierdzenia również lepiej unikać. Nawet jeśli sami doświadczyliśmy straty, nie wiemy dokładnie, co czuje druga osoba. Może czuć się zupełnie inaczej. Lepiej powiedzieć: „Mogę sobie tylko wyobrazić, jak trudne jest to dla ciebie” albo „Nie wiem dokładnie, co teraz czujesz, ale jestem przy tobie”.
Rozmawiała Klaudia Torchała (PAP)
tor/ bar/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.