02.04.2020
PL EN
17.02.2020 aktualizacja 17.02.2020

Jerzy Rafalski: w popularyzacji astronomii łączę rozum z sercem

Na zdjęciu Jerzy Rafalski. Fot. materiały własne Na zdjęciu Jerzy Rafalski. Fot. materiały własne

Nie zawsze spoglądam na niebo naukowym szkiełkiem i okiem. Często robię to dla czystej przyjemności i poczucia obcowania z tajemnicą - mówi Nauce w Polsce astronom, popularyzator nauki i autor książek z toruńskiego Planetarium Jerzy Rafalski.

Jerzy Rafalski jest tegorocznym finalistą konkursu Popularyzator Nauki, organizowanego przez serwis PAP - Nauka w Polsce oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego w kategorii "Animator".

Rafalski jest bardzo aktywnym i uniwersalnym popularyzatorem nauki. Nie tylko prowadzi wykłady i pokazy z zakresu astronomii, ale sam przygotowuje astronomiczne animacje w toruńskim planetarium. To właśnie w tej instytucji pracuje od wielu lat. Udziela się również w mediach (zarówno w radiu, jak i telewizji), gdzie opowiada o zagadkach kosmosu. Jest też autorem kilku popularnonaukowych książek o astronomii. Kolejna jest w przygotowaniu.

Mimo że jest osobą zabieganą, zawsze znajduje czas na spojrzenie w niebo. "Rozgwieżdżone niebo jest dla mnie nieustająco piękne" - mówi Nauce w Polsce. Jednak dużą część czasu w swojej pracy poświęca przygotowaniu autorskich seansów astronomicznych, które potem są wyświetlane na kopule Planetarium w Toruniu. "Poszukiwanie obrazów w wyobraźni jest przyjemne" - mówi Rafalski. Schody zaczynają się później, kiedy należy te koncepcje wdrożyć w życie. Żmudna praca nad jedną wielkoformatową, 40-minutową animacją trwa wiele miesięcy.

"Jak się działa z pasją, to nie ma trudnych rzeczy - wszystko jest ciekawe. Ktoś kiedyś powiedział: jeśli połączysz pracę z pasją to nie będziesz czuł, że pracujesz. Tak jest u mnie. Czasem nawet nie wiem, że coś zajęło mi dużo czasu" - dodaje.

Jerzy Rafalski studiował astronomię w Toruniu. Tam też się urodził. Jak wspomina, po ukończeniu studiów miał wybór: ścieżka nauki albo popularyzacji. Akurat wtedy powstawało w Toruniu Planetarium, gdzie szybko znalazł zatrudnienie. Nie miał większych wątpliwości: chciał zająć się upowszechnianiem astronomii i tej decyzji nie żałuje.

"Niech naukowcy odkrywają planety. My o tym opowiemy i zwizualizujemy, jak te obce światy wyglądają. Nikt ich nigdy nie widział, więc nasza wyobraźnia (popularyzatorów - przyp. NwP) w tym pomoże" - podkreśla. Oczywiście - jak mówi - bliskie planety w naszym Układzie Słonecznym można zobaczyć. Dla niego jednak najciekawsze są te pozasłoneczne. Jak one wyglądają? Tego tak naprawdę nikt nie wie. Rafalski przygotowując animacje, korzysta z ustaleń naukowców, ale niezbędna jest też graficzna wyobraźnia. W animacjach, które przygotowuje jest też pewien ładunek emocji, by widza zaciekawić. Wygląda na to, że jego podejście jest właściwe, bo niektóre z seansów toruńskiego Planetarium obejrzało nawet kilkaset tysięcy widzów.

Co inspiruje Rafalskiego w codziennej pracy, co jest motorem jego działań? Popularyzator uważa, że jest to Toruń. Według niego czuć w tym mieście ducha astronomii. Niemal codziennie przechodzi pod pomnikiem najwybitniejszego mieszkańca tego miasta - Mikołaja Kopernika. Pod Toruniem, w Piwnicach, znajduje się też największe obserwatorium astronomiczne w Polsce. Wszystkie te elementy powodują, że w Toruniu są idealne warunki do przenikania się nauki i popularyzacji - ocenia Rafalski.

Największą radość i ciekawość budzi w nim kontakt z ludźmi. Po wielomiesięcznej pracy nad animacjami podgląda w Planetarium reakcje widzów. Niektóre elementy animacji koryguje, by były jeszcze lepsze. Lubi też rozmawiać z ludźmi w czasie pokazów nieba związanymi z różnymi ważnymi zjawiskami - na przykład zaćmieniami. Wtedy rozkłada lunetę, udostępnia ją osobom zainteresowanym i opowiada.

"Zdarza się, że zjawisko się dawno zakończyło, a ludzie dalej podchodzą i chcą rozmawiać o astronomii, mimo że nie ma już nic do pokazania" - podkreśla.

Festiwale nauki, w których również bierze udział, Rafalski określa jednym słowem: szaleństwo! Ale oczywiście za nimi przepada. Wtedy na dalszy plan odsuwa prace przy komputerze nad kolejnymi animacjami.

Pytany, czy zainteresowanie kosmosem się zmniejszyło, odparł, że z pewnością się zmieniło. Teraz popularyzacja astronomii przenika się czasem z astronautyką. Wspomina, że gdy był dzieckiem zagadki kosmosu poznawało się w czasie wyjazdów za miasto. Wówczas oglądał rozgwieżdżone niebo. Gwiazdy wydawały się dla niego odległe, nieosiągalne. Dziś dla dzieci kosmos jest trójwymiarowy i gdy o nim mówią, używają innego słownictwa: dolecimy tam, wylądujemy - uważa popularyzator.

"Kosmosu nie możemy dotknąć; jest nienamacalny. To taka dziedzina, która rozgrywa się w naszej wyobraźni. I to jest najciekawsze" - uważa Rafalski. Dlatego należy stymulować wyobraźnię i budować jak najciekawsze obrazy - dodaje.

PAP - Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

szz/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2020