<p><strong>"Teoretycznie, planetoidy znajdujące się w Układzie Słonecznym mogą zagrozić Ziemi. Prawdopodobieństwo takiego zderzenia jest jednak na tyle małe, że możemy spać spokojnie"</strong> - mówił astronom z <a href="http://www2.cbk.waw.pl/">Centrum Badań Kosmicznych PAN,</a> prof. Grzegorz Sitarski podczas niedzielnego wykładu wygłoszonego w ramach x Festiwalu Nauki w Warszawie. </p>
"Te wszystkie planetoidy nie krążą tam od wczoraj. One tam są od tysięcy lat, tyle że dzisiaj dopiero je odkrywamy i dopiero dzisiaj dokładnie obliczamy ich orbity. Wcześniej krążyły tak samo blisko, ale ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy" - podkreśla astronom.
Dodaje, że skoro przez tak długi czas katastrofa na skalę globalną nie wystąpiła, fakt ten może świadczyć, iż jest ona mało prawdopodobna.
Nie znaczy to jednak, że uderzenia dużych meteorytów w Ziemię nie miały nigdy miejsca. Jak przypomina prof. Sitarski, na powierzchni naszej planety znajdują się kratery - ślady takich uderzeń. Jest wśród nich krater na pustyni w dzisiejszym stanie Arizona, należącym do USA, który ma ponad kilometr średnicy i głębokość ok. 200 metrów. Z przeprowadzonych w nim badań wynika, że spowodowało go uderzenie niklowo-żelaznego meteorytu o masie ok. 60 tys. ton, które miało miejsce ok 50 tysięcy lat temu.
W roku 1908 zaobserwowano na Ziemi katastrofę kosmiczną, zwaną katastrofą tunguską. Najprawdopodobniej spowodował ją meteor, który wszedł w naszą atmosferę. Na przestrzeni wielu kilometrów kwadratowych las syberyjski został zniszczony. Wystąpiły wstrząsy sejsmiczne, zarejestrowane nawet na zachodnich krańcach Europy. W syberyjskiej tajdze, gdzie nastąpiło to zdarzenie nie znaleziono jednak krateru.
Zdaniem prof. Sitarskiego, stało się tak dlatego, że meteor nie dotarł do powierzchni Ziemi. "Musiał eksplodować w atmosferze, a zniszczenia spowodowała fala uderzeniowa spowodowana tym wybuchem" - zaznacza.
Jak podkreśla, właśnie atmosfera naszej planety w dużej mierze chroni nas przed obiektami kosmicznymi, zwłaszcza bardzo małymi. Przypomniał, że na powierzchni księżyca lub Marsa krater wybija każdy taki kosmiczny "kamień".
Wśród planetoid, których obecnie najbardziej obawiają się naukowcy, jest obiekt o nazwie Apophis. Planetoidę tę odkryto w roku 2004 i nadano jej numer 2004MN4. Na podstawie obserwacji, astronomowie wyliczyli najbardziej prawdopodobne orbity Apophis. Są zgodni co do tego, że niektóre z tych orbit mogą przecinać orbitę Ziemi.
Nie wiadomo jednak, czy kiedykolwiek Ziemia i planetoida zderzą się ze sobą. "Ziemia mija punkt przecięcia się orbit raz na rok, planetoida - raz na dwa lata" - mówi Sitarski.
Obliczenia wskazują, że jedną z możliwości jest zderzenie obu ciał niebieskich w 2036 lub 2037 roku, ale obliczenia te zakładają, że wyliczona orbita jest dokładna, a tego przecież nie wiadomo. Na razie planetoidę obserwowano zbyt krótko i teoretycznie możliwych jej orbit wyliczono wiele tysięcy. Prawdopodobne jest, że Apophis w 2023 roku znajdzie się bardzo blisko Ziemi (ok. 45 tys. km czyli w odległości, w jakie znajdują się sztuczne satelity). To zbliżenie najprawdopodobniej zmieni orbitę planetoidy, co tym samym jeszcze bardziej utrudnia przewidywanie przyszłych jej losów.
PAP - Nauka w Polsce, Urszula Rybicka
reo
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.