Powódź w Nepalu prawidłowo jest nazywana błyskawiczną, ponadto wiąże się z nią kilka dynamicznych zjawisk - powiedział PAP hydrolog, dyrektor Instytutu Geofizyki PAN, prof. Paweł Rowiński. Według niego ma ona również cechy i przebieg zbliżony do powodzi typu Glacier Lake Outburst Flood (GLOF).
W środę rano zeszła potężna lawina błotna wywołana przez zerwanie się fragmentu lodowca na rzece Bhotekoshi w rejonie Rasuwa, przy granicy z Chinami. Amerykańska służba geologiczna USGS podała, że osuwisko wywołało wstrząs sejsmiczny o magnitudzie 5,2 oraz doprowadziło do gwałtownych powodzi błyskawicznych niosących gruz, które spłynęły dolinami po obu stronach granicy - Nepalu i Chin. Doszczętnemu zniszczeniu uległy drogi, przeprawy mostowe i okoliczne osady, co powoduje ogromne problemy logistyczne.
Hydrolog, dyrektor Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk prof. Paweł Rowiński w rozmowie z PAP wytłumaczył, że według dostępnych danych osuwisko, które spowodowało katastrofę, doprowadziło do trzęsienia ziemi, które było wtórne; oznacza to, że najpierw nastąpiło osunięcie się lodowca, które następnie wywołało powódź. Prof. Rowiński zwrócił uwagę, że lodowiec był osłabiony, gdyż w ostatnich 24 godzinach stopniało bardzo dużo śniegu. - W ogóle lodowce w tym rejonie są bardzo osłabione. Mówi się, że w ciągu ostatnich 30 lat ten rejon utracił jedną trzecią lodowców, więc to pokazuje skalę zjawiska - powiedział ekspert.
- Oderwał się fragment lodowca i ta bryła lodu mogła mieć szerokość 600 m. To wszystko spadło z wysokości ponad kilometra, która porwała po drodze mnóstwo kamieni i skał. Sam ten pęd mógł powodować dodatkowe topnienie wody w tym lodowcu i to wszystko spadło do doliny rzecznej. Po drodze, zdaje się, też nastąpiło zatamowanie tej rzeki właśnie tymi kamieniami, więc rzeka wzbierała i potem wszystko zadziałało na zasadzie tsunami. Przeszła taka potężna fala, o której mówi się, że miejscami miała od 6 do 8 m wysokości, więc to była wyjątkowo niszcząca siła. Dodatkowo osiągnęła ona prędkość blisko 200 km/h - wyjaśnił PAP Rowiński.
Potwierdził również, że ta powódź prawidłowo jest nazywana „błyskawiczną”, ponieważ o takiej można mówić biorąc pod uwagę dynamikę zjawiska, kiedy np. mamy zalane miasta ze względu na bardzo duży opad. - A w tym przypadku przyczyną nie był opad, ale gwałtowne zjawisko - zwrócił uwagę. Dodatkowo zaznaczył, że to jest powódź połączona z osuwiskiem, więc można tu powiązać kilka niezwykle dynamicznych zjawisk. Według niego należy pamiętać, że płynęła nie tylko woda, ale woda razem z kamieniami, skałami i ze wszystkim, co porwała po drodze, czyli zniszczonymi domami czy dachami.
Paweł Rowiński powiedział też, że ta powódź, której towarzyszyła lawina skalno-lodowa, ma cechy i przebieg zbliżone do powodzi typu GLOF (ang. Glacier Lake Outburst Flood), czyli takiej, w której następuje nagłe przerwanie zapory jeziora lodowcowego.
Główne zagrożenie stwarza obecnie jezioro zaporowe utworzone na rzece Bhotekoshi w wyniku środowej katastrofy. Według danych chińskiego ministerstwa zasobów wodnych oraz służb ratowniczych zbiornik znajduje się na wysokości 2950 m n.p.m. – ok. 1000 m powyżej zalanego przez powódź przejścia Gyirong. W zbiorniku nagromadziło się już ponad 2,5 mln m sześc. wody. Władze ostrzegają, że w ciągu najbliższych trzech dni do jeziora może dopłynąć kolejne 3 mln m sześc. wody, co stwarza „wysokie ryzyko” gwałtownego przełamania naturalnej zapory i wystąpienia nowych powodzi błotnych oraz lawin.
Szczyt zagrożenia prognozuje się na 1 września. Chińskie służby wezwały ludność z zagrożonych terenów do natychmiastowej ewakuacji na wyżej położone, bezpieczne obszary.
- Zbiera się tam bardzo dużo wody. Należy wziąć też pod uwagę już naturalnie zatamowane jeziora, wiec jeżeli tej wody tam zbierze się jeszcze więcej, czyli spodziewane 3 mln m sześc., to oczywiście może nastąpić gwałtowne przełamanie zatoru. Może to oznaczać, że będziemy mieli powtórkę, czyli kolejną bardzo potężną powódź poniżej tego sztucznie utworzonego zbiornika - ocenił ekspert.
Pomoc dla zniszczonego Nepalu zadeklarowały już m.in. USA, Unia Europejska oraz Indie.
Według Międzynarodowej Federacji Towarzystw Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca (IFRC) na skutek katastrofy mogło ucierpieć ok. 93 tys. ludzi w obu krajach.(PAP)
azk/ bar/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.