Ekspert o pryszczycy: to jedna z najgroźniejszych chorób zwierząt; jej wirus jest wyjątkowo zjadliwy

Fot. Adobe Stock
Fot. Adobe Stock

Pryszczyca to jedna z najgroźniejszych chorób zwierząt, która szczególnie dotyka zwierzęta gospodarskie. Jej wirus jest wysoce zjadliwy – potrafi się rozprzestrzeniać na duże odległości, nawet drogą powietrzną – wskazuje ekspert prof. Zygmunt Pejsak. W jego ocenie zagrożenie dla Polski jest duże.

"To jedna z najgroźniejszych chorób zwierząt hodowlanych. A wirus jest jednym z najbardziej zjadliwych wirusów, który bardzo łatwo się przenosi i szybko zakaża zwierzęta. W przypadku wybuchu pryszczycy wszystkie zwierzęta w danych gospodarstwach muszą zostać wybite i poddane utylizacji. Dlatego jest to choroba o ogromnym znaczeniu i epidemiologicznym, i ekonomicznym" – powiedział PAP prof. Zygmunt Pejsak z Uniwersytetu Rolniczego im. H. Kołłątaja w Krakowie, lekarz weterynarii i profesor nauk weterynaryjnych.

Wprawdzie w Polsce pryszczyca nie występuje od 1971 roku, jednak w ostatnich tygodniach wykryto jej ognisko najpierw w Niemczech, a następnie ogniska na Węgrzech i na Słowacji. W związku z tym w środę resort rolnictwa przekazał, że rozważane jest kolejne ograniczenie liczby przejść granicznych, przez które transporty zwierząt mogą wjeżdżać do Polski, a wzmożone kontrole na niektórych przejściach będą prowadzone wraz ze służbami weterynaryjnymi.

Na pryszczycę narażone są zwierzęta parzystokopytne, czyli krowy, w tym cielęta, ale też świnie i owce. "Choroba przenosi się różnymi sposobami, m.in. ze zwierzętami, ze środkami transportu, z ludźmi, ze zwierzętami towarzyszącymi, mlekiem, wyrobami mięsnymi, ale też drogą powietrzną" – podał naukowiec.

Objawami klinicznymi są przede wszystkim pęcherze (stąd nazwa), które występują głównie na języku oraz w jamie ustnej, ale też na wargach, racicach; występuje też gorączka. Charakterystyczny jest ślinotok i związane z bolesnością kulawizny (w wyniku pęcherzy na racicach).

Prof. Zygmunt Pejsak podkreślił, że pryszczyca nie jest zagrożeniem dla człowieka i w zasadzie nie można się nią zarazić. "W Wielkiej Brytanii zarejestrowano nieliczne przypadki zakażenia się ludzi wirusem pryszczycy. Dotyczyło to jednak osób biorących udział w utylizacji padłych z powodu tej choroby krów" – podał.

"Jest jednak groźna dla zwierząt, zwłaszcza tych hodowlanych. W przypadku wystąpienia choroby, całe ognisko trzeba wybić i zutylizować. Później oczywiście przyznaje się odszkodowania. Zabijanie zwierząt chorych i tych podejrzanych o zakażenie to jedyna akceptowalna metoda zwalczania tej choroby w Unii Europejskiej" – powiedział. Jako przykład podał sytuację sprzed ponad 20 lat z Wielkiej Brytanii, gdy po wykryciu pryszczycy wybito tam i zutylizowano około 6 mln zwierząt.

Dodał, że o powadze tej choroby świadczy również to, że jeśli wystąpi w jakimś kraju, jest on automatycznie izolowany poprzez zakaz sprzedaży zwierząt i mięsa do innych krajów.

Naukowiec pytany, co można zrobić, aby ochronić Polskę przed zagrożeniem, odpowiedział, że to, co już obecnie zostało wdrożone, czyli przede wszystkim zakaz wjazdu do kraju zwierząt i jakichkolwiek produktów zwierzęcego pochodzenia z regionów, gdzie już wykryto ogniska pryszczycy.

"Poza tym, właściciele zwierząt parzystokopytnych powinni wprowadzić wszystkie zasady bioasekuracji, czyli np. nie dopuszczać nikogo obcego do terenu gospodarstwa. To są metody dobrze znane producentom i hodowcom bydła czy trzody chlewnej. Jednak w tej sytuacji nie tylko powinni, ale wręcz muszą tych zasad rygorystycznie przestrzegać" – podkreślił ekspert.

Proszony o ocenę obecnej sytuacji, profesor powiedział, że trudno prorokować, jednak według niego zagrożenie jest ogromne. "Wszystko zależy od tego, jak Słowacy poradzą sobie z tą chorobą i jak u nich sytuacja epizootyczna się rozwinie. W tej chwili znanych jest tam 5 dużych ognisk choroby. Jeśli nie będzie kolejnych i ten wirus przestanie przechodzić na kolejne stada, to jest szansa, że nie rozprzestrzeni się również do Polski. Jeśli nie, to ryzyko istotnie wzrośnie" – ocenił.

Prof. Zygmunt Pejsak pytany o to, skąd ta choroba przywędrowała do tej części Europy – po tylu latach, wskazał, że do Niemiec trafiła prawdopodobnie z Turcji. "Nie wiemy jednak, jak wirus się przemieścił do Węgier; skąd zapewne trafił do Słowacji" – podał.

PAP zapytała też naukowca o bezpieczeństwo konsumentów, jeśli chodzi o mięso kupowane w sklepach. "Po pierwsze, powtórzę, że wirus w zasadzie nie jest niebezpieczny dla człowieka. Po drugie, w Polsce nie ma pryszczycy. A po trzecie, każde zwierzę przed ubojem jest badane; zwierzę chore nie ma możliwości opuszczenia gospodarstwa" – odpowiedział prof. Zygmunt Pejsak.

Agnieszka Kliks-Pudlik (PAP)

akp/ bar/ lm/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

  • Fot. Adobe Stock

    Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie planuje zmian w ochronie wilka

  • Fot. Adobe Stock

    PROP wnioskuje do rządu o nieudzielanie wsparcia dla działań KE, mogących osłabić ochronę wilka

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera