Ministerstwo Edukacji i Nauki

16.09.2021
PL EN
23.05.2021 aktualizacja 23.05.2021

Morze Czarne - zapomniany i zduszony tygiel kulturowy

Źródło: PIW Źródło: PIW

Na przestrzeni wielu tysięcy lat wybrzeże Morza Czarnego zamieszkiwały bardzo barwne i urozmaicone grupy ludnościowe. Wszystko zaczęło się zmieniać od poł. XIX w., gdy na siłę starano się ujednolicić złożoną tożsamość wybrzeży - pisze prof. Charles King.

"Dzieje Morza Czarnego", autorstwa prof. Charlesa Kinga, to kolejna z dość licznych w ostatnich miesiącach publikacji wydawanych przez PIW w prestiżowej serii Rodowody Cywilizacji (ukazuje się od 1958 r.), a częściej określana jest jako seria ceramowska, od jednego z bardziej znanych tytułów - książki C. W. Cerama "Bogowie, groby i uczeni".

Celem autora była próba scalenia historii, kultury i polityki ludów znad Morza Czarnego i przypomnienie dawnego układu sił na południowo-wschodnim pograniczu Europy. Myślę, że to zadanie udało się autorowi. "Dzieje Morza Czarnego" to bardzo kompaktowe dzieje ludów tego regionu. Książka liczy ok. 250 stron, a obejmuje okres od I tysiąclecia p.n.e. aż do 1990 r. Główna teza prof. Kinga jest następująca: od połowy XIX w. starano się ujednolicić złożoną tożsamość wybrzeży i na wyrost traktowano je jako dziedzictwo młodych narodów oraz własność jeszcze młodszych państw. Niegdyś rybacy czy kupcy z odległych części akwenu znali się i przyjaźnili, ale zaledwie 150 lat temu wszystko zaczęło ulegać zmianie, a to przez wielką politykę - sugeruje naukowiec.

"Istnieje niewiele miejsc na świecie, gdzie elity polityczne i przeciętni mieszkańcy wiedzą mniej o swoich sąsiadach niż w państwach położonych wokół Morza Czarnego. Jest to wynik celowej propagandy przedstawiającej dany naród jako odwieczny, państwo jako predestynowane, a region jako efemeryczny" - pisze badacz.

Kultur nie da się jednak zdusić i ujednolicić od razu. Świadczy o tym bardzo sugestywny cytat reportera amerykańskiego, który zamieszczono w książce. William Eleroy Curtis opisał towarzystwo, z którym znajdował się w 1910 r. na statku z Trabzonie (Turcja). "Pasażerowie, istna wieża Babel, mówią wszystkimi językami Wschodu i każdy nosi charakterystyczny dla swej nacji strój" - napisał. Na statku wypatrzył Persów, Żydów, Albańczyków, Rosjan, Austriaczkę, Turków i Europejczyków.

Szczególnie ciekawe są wywodu autora na temat najstarszych źródeł pisanych dotyczących ludów mieszkających nad Morzem Czarnym. Czytając opisy greckich i rzymskich dziejopisów można czasem spaść z krzesła. Uważano na przykład - jak pisze King - że wzdłuż zachodniego wybrzeża mieszkali Pigmeje przepędzeni z ojczyzny przez... żurawie. Na północnym wybrzeżu z kolei mieli mieszkać jednoocy Arimaspowie, toczący wojnę z gryfami o kontrolę nad kopalniami złota. Takie w każdym razie było wyobrażenie ludów mieszkających w centralnej części strefy śródziemnomorskiej...

Gdy King ukończył swoją książkę kilkanaście lat temu, wyraził nadzieję, że działania zbrojne między krajami Morza Czarnego "trudno jest sobie dzisiaj wyobrazić". Jak zauważa w posłowiu Jerzy Rohoziński, czasy się jednak zmieniły i niestety do tego typu konfliktów dochodzi. "Pod wieloma względami przyszłość krajów Morza Czarnego i ich wzajemnych stosunków pozostaje nieodgadniona. Ileż tu znaków zapytania! (...) Z pewnością natomiast nad Morzem Czarnym nie będzie nudno. Ta historia w żadnym razie +nie skończyła się+" - uważa Rohoziński.

Książkę urozmaica kilkadziesiąt barwnych ilustracji przedstawiających zabytki, portrety, budowle, dzięki czemu czytelnik w pełni doceni nadczarnomorski tygiel kulturowy.

Szymon Zdziebłowski
 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2021