15.07.2020
PL EN
20.01.2020 aktualizacja 20.01.2020

130 lat temu zaczęła się kariera Witolda Zglenickiego - "polskiego Nobla"

Na zdjęciu Witold Zglenicki. Źródło: Wikipedia Na zdjęciu Witold Zglenicki. Źródło: Wikipedia

W styczniu 1890 r. inżynier górnik-geolog Witold Zglenicki - zwany polskim Noblem, wynalazca platformy wiertniczej, pionier wydobycia ropy naftowej z morskiego dna, filantrop - podjął pracę w carskim Zarządzie Górniczym. Był to punkt zwrotny w jego karierze.

"Jego zapis testamentowy na rzecz Kasy Mianowskiego przerastał (…) zapisy królowej Św. Jadwigi - na odnowienie Akademii Krakowskiej, czy też jej ufundowanie w XIV wieku przez króla Kazimierza Wielkiego" - ocenił Marek Zawadzki, prezes Fundacji Nauki Polskiej im. Witolda Zglenickiego w artykule opublikowanym na stronie ambasady RP w Azerbejdżanie.

"Rozpoczął epokę podmorskiego wydobycia ropy naftowej. Bez jego wynalazku – zapewniających 1/3 całego wydobycia ropy naftowej platform wiertniczych – nasza cywilizacja nie przetrwałaby nawet miesiąca" - ocenili Andrzej i Irena Fedorowiczowie w publikacji "25 polskich wynalazców i odkrywców, którzy zmienili świat" (2017).

Z księgi urodzin parafii Witonia wynika, że Witold Leon Julian Zglenicki urodził się 6 stycznia 1850 r. we wsi Wargawa Stara (obecnie pow. łęczycki) w rodzinie ziemiańskiej.

W latach 1866-70 odbył studia na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej Warszawskiej. Pierwszym rektorem Szkoły był prof. Józef Mianowski, który zaszczepił wychowankom przekonanie, że "oświatą nie tylko jaśnieją i zasługują się narody, ale nią się też z upadku dźwigają" - napisał prof. Stanisław Fita w publikacji "Pokolenie Szkoły Głównej" (1980). Był to czas represji po Powstaniu Styczniowym; krystalizowały się pozytywizm, socjalizm i nacjonalizm. Zglenicki najbliższy był pozytywizmowi.

W Instytucie Górniczym w Petersburgu "pracowitością, sumiennością i odkrywczym zmysłem zwrócił na siebie uwagę profesora Dymitra Mendelejewa. Uczony widział w nim +przyszłego chemika+. Zaproponował mu nawet pracę zawodową w swoim laboratorium" - napisał Alfred Liebfelt w opracowaniu „Polacy na szlakach techniki” (1985).

W roku 1875 Witold Zglenicki ukończył studia w Petersburgu z pierwszą lokatą i, po rocznym stażu został kierownikiem Zakładów Hutniczych w Mroczkowie nad rzeką Kamienną. W 1878 r. kupił na rządowej wyprzedaży kuźnice w Błocie i Pstążnicy. Wg Juliusza Łukasiewicza, autora publikacji "Przewrót techniczny w przemyśle Królestwa Polskiego 1852-1886" (1963) spotykał się wówczas "z nagminną nieprzychylnością sąsiednich fabrykantów". Oskarżono go m. in. o przywłaszczanie dóbr państwowych. 14 lutego 1884 r. został dyscyplinarnie zwolniony.

Przez następne lata odwoływał się. 19 stycznia 1890 r. został przywrócony do służby państwowej. Pod koniec 1891 r. Zglenicki został głównym probierem w Urzędzie Probierczym w Baku na Kaukazie. Na tej posadzie przepracował 12 lat w okresie, gdy miasto było liderem światowej eksploatacji ropy naftowej. W 1901 r. odnotowano tam połowę światowego i 95 proc. rosyjskiego wydobycia ropy.

Życiorys Zglenickiego streścił Sławomir Sierecki w powieści "Zemsta starca z gór" (1975): "Osiadł w Bibi Ejbacie, wśród nagich, ubogich w wodę skał. Ale była tam ropa naftowa. Wkrótce miał już sto szybów, zwerbował do pomocy bandę kryminalistów, włóczęgów i łazików. W swojej daczy w Surachanach rozmawiał z wysłannikami Rotszylda i Nobla z pozycji siły. Wkrótce jego majątek dosięgał zawrotnych rozmiarów (…). Był postacią pełną uroku, ale kto znał warunki dojścia do bogactwa na Zakaukaziu w tym czasie, zdawał sobie sprawę, że musiał to być równocześnie tak zwany +mocny człowiek+, potrafiący łamać bezlitośnie wszelkie przeciwności" – napisał Sierecki, przywołując opinię z przełomu XIX i XX w. o tym, że "kto choć przez rok żył wśród bakijskich nafciarzy, ten nie ma powrotu do cywilizowanego świata".

Baku stanowiło wówczas kres imperium, miejsce "zsyłki dla sfrustrowanych i krnąbrnych oficerów, matecznik hochsztaplerów i wykolejeńców" - napisał Andrzej Szczypiorski w "Polityce" (1969). Andrzej i Irena Fedorowiczowie ocenili, że miasto to miało opinię "piekła na ziemi, gorszego od Syberii". Antoni Czechow w notatkach z podróży do Baku zauważył: "zupełny brak tam zieleni, pięćdziesięciostopniowe upały, zapach nafty, brud przemysłu rafineryjnego, słoną wodę do picia (…) i za milion rubli nie zgodziłbym się tam mieszkać".

Zglenicki zamieszkał przy ul. Perskiej 5. "Po niedługim czasie znany był jako człowiek bardzo zdyscyplinowany, obowiązkowy i wielkiej skali fachowiec" - napisał Lew Połoński w reportażu "Apszeroński próg" (Moskwa, 1966).

Na własny koszt, podczas urlopów, dokumentował bogactwa naturalne Kaukazu. "Dokonał wielu ważkich dla geologii odkryć, mimo że zawodowo nie pracował nigdy na stanowisku geologa" - oceniła "Historia polskiego przemysłu naftowego".

Do świata geologów inżynier wszedł dzięki wynalazkowi. Jego aparat do pomiaru odchyleń i krzywizn szybów został od razu wdrożony w przemyśle – i "przyczynił się do ograniczenia (...) tzw. dzikich wybuchów i pożarów naftowych" - napisał prof. Chodubski.

29 lipca 1896 r. Zglenicki poprosił Urząd Bogactw Państwowych Guberni Bakińskiej o przydział dwóch morskich działek w Zatoce Bibi-Ejbatskiej – dla dalszych badań - dołączając nowatorski projekt budowy wież wiertniczych na morzu i odbioru stamtąd ropy. Dostał odmowę - dopiero cztery lata później 14 maja 1900 r. zmiana przepisów umożliwiła osobom prywatnym wykup terenów naftowych.

W sierpniu 1900 r. organizacja naftowców zaprosiła Zglenickiego do badań nad lokalizacją złóż naftowych na Kaukazie. A on miał już gotowe mapy surowców Azerbejdżanu - 20 sierpnia na łamach pisma "Neftianoje Dieło" przedstawił – nieodpłatnie – nie tylko plan tych złóż, lecz także opis 165 roponośnych działek. Badacze podkreślają, że opracowanie to było pierwszym w literaturze naukowej, które wykazywało np. zależność roponośności od gazonośnych wulkanów i do dziś jest aktualne; stanowi fundament badań geologicznych Półwyspu Apszerońskiego.

W latach 1901-02, w uznaniu zasług Zglenickiego, Ministerstwo Ziemi i Bogactw Państwowych przydzieliło mu bezpłatnie kilka działek – inne wykupił z bonifikatą. Łącznie było to 1 tys. ha na lądzie i 220 ha na morzu Kaspijskim.

Także w 1901 r. Zglenicki zapadł na nieuleczalną wtedy cukrzycę. "Dnia 3 (16) lipca 1904 roku spisał ostatnią swą wolę" - napisał Chodubski. Trzy dni później, 6 lipca zmarł. Kopia testamentu znajduje się m.in. w Płockim Archiwum Państwowym.

Zapis obejmował dochody z eksploatacji kilku działek lądowych i na Morzu Kaspijskim. Większość majątku inżynier przekazał na rzecz rozwoju nauki polskiej oraz rosyjskiej - z wdzięczności za swoje wykształcenie. Ponadto obdarował instytucje i projekty filantropijne oraz rodzinę i współpracowników.

Pierwszy paragraf testamentu oddawał Kasie Mianowskiego w Warszawie dochody z połowy działki nr 8 leżącej między Amiradżanem a Sucharanem. Kasę imienia prof. Józefa Mianowskiego, utworzono 6 października 1881 r. na terenie zaboru rosyjskiego - jej głównym celem był mecenat finansowy nad rozwojem polskiej kultury i nauki. Dzięki jej wsparciu powstały liczne publikacje naukowe - m.in. "Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i krajów przyległych", "Słownik języka polskiego" oraz podręczniki, m.in. "Gramatyka języka polskiego", "Stylistyka i teoria literatury". Kasa wspomagała literatów, m.in. Marię Konopnicką i Kazimierza Glińskiego; finansowała również badania nad folklorem polskim, z czego skorzystali m.in. Oskar Kolberg, Samuel Adalberg i Zygmunt Gloger.

Szczególną wymowę miał ósmy paragraf testamentu: „Jeśli po zaspokojeniu wszystkich wyżej wymienionych legatów pozostaną sumy wolne, to takowe zapisuję +Kasie imienia Mianowskiego+ w Warszawie w celu utworzenia kapitału żelaznego, z zastrzeżeniem, by procenty od tego kapitału były przeznaczone na wydawanie nagród według uznania Zarządu +Kasy+ za najlepsze dzieła dotyczące ogólnoeuropejskiej literatury, sztuki i nauki, w rodzaju noblowskich nagród” - zapisał Zglenicki.

Zaraz po śmierci testatora zapis traktowano jako nieco megalomański. Prof. Chodubski napisał, że "nawiązanie do fundacji Nobla uznano za obsesję wielkości". Dopiero czas pokazał, że Zglenicki znał wartość swej schedy.

W latach 1908-15 z zapisu Zglenickiego do Kasy Mianowskiego wpłynęła kwota łączna 1 mln 383 tys.744 rubli (równowartość 700 tys. dolarów USA w złocie). Zdaniem rodziny Zglenickiego "realizacja testamentu stała w sprzeczności z wolą zmarłego inżyniera, a pieniądze otrzymywane przez Kasę stanowiły tylko niewielką część przysługujących jej dochodów" - napisał Przemysław Adamczewski ("Studia z dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej", rocznik XLVIII).

Współcześnie szacuje się, że Kasa otrzymała zaledwie 20 proc. należnych kwot. „Ten zapis, początkowo tak niepozorny, że wahano się w łonie Komitetu, czy przyjąć go się opłaci instytucji (...) dał wielkie dochody Kasie i, gdyby nie przewrót bolszewicki w Rosji, dziś umożliwiłby rozszerzenie instytucji na wielką skalę” - czytamy w sprawozdaniu Kasy Mianowskiego z 1929 r.

"W roku 1907 ogólna suma, wydana na wszystkie zapomogi, wynosiła tylko 31 644 ruble, dochód więc z samych kopalń był np. w roku 1912 niemal 15 razy większy. Były to sumy tak niesłychanie duże, że komitet nie miał wprost możności ich wydawać; w roku 1912 wypłacono na wszystkie zapomogi 84 548 rubli, w roku 1913 - 160 671 rubli, w roku 1914 - 177 939 rubli (…) Ówczesny świat naukowy Królestwa nie był dostatecznie silny, by mógł przetworzyć na wiedzę tak wielkie sumy" - ocenił Zygmunt Szweykowski w opracowaniu "Nauka polska, jej potrzeby organizacja i rozwój" (1932).

W "Historii polskiego przemysłu naftowego" (2014) odnotowano, że był to w dziejach nauki polskiej jedyny okres, kiedy pieniędzy na jej rozwój było więcej niż potrzeb finansowych.

W czasie I wojny światowej bakińska ropa naftowa była celem walki Niemiec, Turcji, Wlk. Brytanii i Rosji. Wojna doprowadziła Baku do głębokiego kryzysu, który sportretował Stefan Żeromski w "Przedwiośniu". 28 kwietnia 1920 r. Armia Czerwona wkroczyła do Baku. Oznaczało to nacjonalizację przemysłu naftowego.

W październiku 1944 r. siostrzeniec inżyniera, Tymoteusz Załuska, w piśmie do PKWN w Lublinie przypominał legat Zglenickiego, prosząc o "właściwe stanowisko Rządu Polskiego" – ustalił prof. Chodubski ("Teki archiwalne", 1992)

W latach 1948-49 podnosił problem mecenas Lucjan Pawłowski, który w międzywojniu walczył dla Kasy Mianowskiego o odszkodowania "za utracone źródło naftowych dochodów" - zanotował Jan Piskurewicz ("Kwartalnik Historii Nauki i Techniki", 1980).

Ciąg dalszy opisał bloger Pink Panther: "Ostatni pełnomocnik fundacji inżyniera Zglenickiego – profesor Maksymilian Tytus Huber – został PRZEMOCĄ zmuszony do przekazania AKTYWÓW FUNDACJI na rzecz komunistycznej tzw. Polskiej tzw. Akademii tzw. Nauk, która już została obdarowana aktywami PAU (Polska Akademia Umiejętności)" – przypomniał w tekście "Baku, Batumi, ropa, Stalin, strajki u Rotszyldów i inżynier Zglenicki" opublikowanym na portalu salon24.pl 24 maja 2017 r.

Kilka źródeł podaje, że po stanie wojennym rodzina Zglenickiego pisała w tej sprawie do gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Bez odpowiedzi.

Kasa Mianowskiego została restaurowana 20 maja 1991 r. W paragrafie 2. nowego statutu czytamy, że odrodzona Kasa mogłaby ubiegać się o legat Zglenickiego, gdyż jest "kontynuatorką i sukcesorką praw i majątku istniejącej od 1881 r. +Kasy pomocy dla osób pracujących na polu naukowym im. dra med. J. Mianowskiego+".

"Teoretycznie adresatem potencjalnych roszczeń spadkobierców polskiego inżyniera mógłby być obecnie koncern Royal Duch/Shell. To właśnie tej firmie jeszcze w 1912 r. Rotszyldowie sprzedali wszystkie swoje aktywa naftowe w Rosji, w tym i Towarzystwo Kaspijsko-Czarnomorskie, w zamian za pokaźny pakiet akcji Shella" - oceniła M. F. Mir-Babajewa z Azerbejdżańskiego Uniwersytetu Technicznego, autorka monografii "Bakiński przemysł naftowy do 1917 r." (2001).

Temat odżywa regularnie. "W sprawie zainteresowania PKN Orlen działkami roponośnymi nabytymi w przeszłości przez inż. Zglenickiego należy stwierdzić, że pozyskanie dostępu do źródeł zaopatrzenia w ropę jest jednym z istotnych celów koncernu. Każda z pojawiających się realnych możliwości ich realizacji jest przez nas badana" - zacytował oświadczenie Orlenu Krzysztof Trębski w tekście "Polska roponośna" ("Wprost", 2005).

Marek Zawadzki, który w licznych artykułach przypomina inżyniera Zglenickiego, przeprowadził kalkulację sum, jakie straciła Kasa Mianowskiego, nie otrzymawszy od Rotszyldów wpłat tytułem rozliczenia za 16 proc. wydobytego gazu i 20 proc. ropy: "Towarzystwo Kaspijsko-Czarnomorskie Rotschildów tylko w latach 1908–1915, powinno przekazać sumę 220.000.000 dzisiejszych USD. Być może kwota ta byłaby większa, gdyby dodatkowo uwzględnić wzrost cen nafty w minionych latach. Może oznaczać to, że w tym okresie z szybów Zglenickiego wydobyto naftę o wartości minimum 1.100.000.000 USD" - obliczył. "Wydobycie na wielką skalę rozpoczęło się po 1923 r. i z działek morskich. Jak wielkie to mogły być ilości nafty i gazu, i sumy pieniędzy? Prawdopodobnie wielokrotności wyżej wymienionych" - dodał Zawadzki.

Zdaniem specjalistów z Nafty Polskiej S.A. i PKN ORLEN, na których powołują się Zawadzki, Trębski i inni publicyści, zyski z ropy wydobytej z działek Zglenickiego wyniosły ok. 3 miliardów dolarów – wg cen z 2003 r.

Fundacja Nobla ustanowiona w 1900 r. - niespełna pięć lat wcześniej przed ogłoszeniem testamentu Zglenickiego - miała kapitał ok. 100 mln obecnych dolarów (wg Sverige Bank i Fundacji Nobla).

O "polskim Noblu" nakręcono trzy telewizyjne filmy dokumentalne - "Kaukaski życiorys" w reż. Ryszarda Badowskiego (1973), "Witold Zglenicki i inni" Władysława Wasilewskiego (1988) i "Polski Nobel" Adama Rogali (2008).

Iwona L. Konieczna (PAP)

ilk/ pat/ wj/

Copyright © Fundacja PAP 2020