Zmianę czasu na zimowy naukowcy zgodnie nazywają powrotem do właściwego czasu dla naszej fizjologii. Jednak choć dla organizmu to dobra wiadomość, to krótsze, ciemne popołudnia stają się wyzwaniem dla psychiki - mówi prof. dr hab. Edyta Reszka z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego.
Jak powiedziała PAP ekspertka, zmiana czasu zaburza nam nasz wewnętrzny zegar biologiczny. - Jest on synchronizowany z dobą, stąd po angielsku mówi się cirkadian rhythm, czyli rytm okołodobowy. To doskonale wyjaśnia, dlaczego zmiana czasu tak mocno w nas uderza. Nasz organizm reaguje na światło słoneczne, więc kiedy nagle, z dnia na dzień, przesuwamy wskazówki zegara, fundujemy swojemu organizmowi zjawisko identyczne z jet lagiem, jakiego doświadczamy po locie przez kilka stref czasowych. Tyle że bez ruszania się z domu - opisała prof. Edyta Reszka.
Wyjaśniła też, że nasz zegar biologiczny pełni funkcję zegara centralnego. - Jądro nadskrzyżowaniowe podwzgórza (SCN), które znajduje się tuż nad miejscem, gdzie krzyżują się nerwy wzrokowe, ma bezpośrednie „połączenie” z naszymi oczami. Kiedy więc rano światło słoneczne pada na siatkówkę, SCN natychmiast dostaje sygnał: „Jest dzień, wyłączamy melatoninę, włączamy kortyzol, czas wstać”. To ono nadaje główny rytm całemu ciału, każdej najmniejszej komórce. Zaburzenie tego procesu prowadzi do zaburzeń snu, a to przekłada się na gorsze samopoczucie, zmęczenie, a w dalszym efekcie może prowadzić do rozwoju pewnych chorób cywilizacyjnych - zwróciła uwagę.
Jak zaznaczyła, dla biologii naszego organizmu przewlekły rozstrój rytmu okołodobowego, wywołany m.in. przez sztuczne zmiany czasu, stanowi potężny czynnik stresogenny. - Jednym z efektów może być nawet większe ryzyko zachorowania na nowotwory. W 2019 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) oficjalnie zaklasyfikowała pracę zmianową, czyli permanentne zaburzenie rytmu okołodobowego wywołane przez narażenie na światło w nocy, jako prawdopodobny czynnik rakotwórczy. Geny zegarowe w naszych komórkach kontrolują bowiem cykl podziału komórkowego i naprawę uszkodzonego DNA. Gdy zegar wewnętrzny jest zaburzony, uszkodzone komórki, zamiast ulegać autodestrukcji, mogą zacząć dzielić się w sposób niekontrolowany - opisała.
Zaburzenie rytmu okołodobowego wpływa także na układ krążenia - wzrost hormonów stresu (kortyzolu i katecholamin) oraz stanów zapalnych niszczy naczynia krwionośne, prowadząc do przewlekłego nadciśnienia i miażdżycy.
- Także psychiatrzy i neurolodzy coraz głośniej mówią o tym, że rozregulowanie naszego wewnętrznego zegara biologicznego to nie tylko kwestia zmęczenia, ale realny czynnik wyzwalający głębokie kryzysy psychiczne, w tym depresję - zaznaczyła ekspertka.
Jak wspomniała, w przypadku zmiany na czas zimowy można powiedzieć, że wracamy do naszego właściwego czasu strefowego, związanego z południkiem zerowym Greenwich, referencyjnym punktem odniesienia dla stref czasowych. Zmiana ta będzie więc pozytywna dla naszej fizjologii.
- To szczególnie ważne dla nastolatków, u których w okresie dojrzewania (mniej więcej między 12. a 22. rokiem życia) dochodzi do naturalnego przesunięcia fazy snu. Ich mózg zaczyna produkować melatoninę (hormon snu) nawet o 2 godziny później niż u dzieci czy dorosłych. To także kwestia chronotypu, czyli uwarunkowanych genetycznie preferencji dotyczących godzin snu i aktywności, który w tym przypadku dotyczy tzw. sów, czyli osób, które lubią siedzieć do późna, ale za to nie lubią wstawać rano - dodała.
Zmiana czasu na zimowy oznacza jednak także to, że skraca się dzień, a popołudnia będą ciemniejsze – co już nie dla nas jest korzystne. - Z badań wynika, że większość Polaków wolałaby pozostać przy czasie letnim - zauważyła ekspertka.
- Musimy jednak szukać pozytywów: jaśniejsze poranki sprawią, że nie będziemy podróżować do pracy w ciemnościach – to zdecydowany plus. Niestety ciemne popołudnia i plucha, która wynika z pogody w tym czasie, to z kolei czynnik depresyjny. Zdaniem specjalistów powrót do czasu zimowego zwiększa ryzyko depresji sezonowej czy choroby dwubiegunowej - zwróciła uwagę.
Aby lepiej poradzić sobie ze zmianą czasu, warto zadbać o głęboki, regenerujący sen. - Warto przy tym pamiętać, że każdego dnia potrzebujemy kontaktu ze słońcem, dlatego przy każdej okazji powinniśmy dbać o aktywność na świeżym powietrzu - podkreśliła.
Z kolei po południu, gdy na zewnątrz robi się ciemno, kluczowe staje się zwrócenie uwagi na barwę oświetlenia. Współcześnie korzystamy głównie z lamp LED, które emitują ogromne ilości światła niebieskiego.
- Włączając je w domu pod koniec dnia, doprowadzamy do biologicznego oszustwa: nasz mózg myśli, że wciąż trwa środek dnia; i całkowicie blokuje wydzielanie melatoniny. Właśnie dlatego pod wieczór, kiedy nasz zegar biologiczny wchodzi w fazę wyciszenia, powinniśmy drastycznie ograniczyć kontakt ze światłem niebieskim. Przede wszystkim unikajmy monitorów i smartfonów tuż przed pójściem do łóżka, aby zapewnić sobie zdrowy i prawidłowy wypoczynek - zastrzegła prof. Reszka.
- Nie oznacza to jednak, że musimy całkowicie bać się niebieskiego światła. Jest ono nam niezwykle potrzebne do kreatywności, energii i pobudzenia do pracy, ale musi działać na nas o odpowiedniej porze – rano oraz w południe. Gdy dzień się kończy, a nasza aktywność naturalnie spada, wybierajmy wyłącznie oświetlenie o ciepłej barwie - podsumowała.
Monika Grzegorowska (PAP)
mgr/ bar/
Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.