24.07.2019
PL EN
21.01.2019 aktualizacja 22.01.2019

Naukowiec z UJ o liście wydawnictw naukowych: dwa poziomy to za mało

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Proponowane dwie grupy wydawnictw to za mało; przydałby się dodatkowy, trzeci poziom - w ten sposób dr hab. Lech Trzcionkowski z UJ ocenił opublikowaną w piątek listę wydawnictw, w których za publikację monografii naukowych akademicy otrzymają punkty.

Listę wydawnictw, w których za publikację monografii naukowych naukowcy otrzymują punkty, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało w piątek. To punkty uwzględniane w ewaluacji uczelni. Lista ta obejmuje 536 pozycji i podzielona jest na dwie części. W części za 200 punktów znalazło się 36 zagranicznych wydawnictw naukowych. A w części listy wydawnictw za 80 punktów znalazło się 500 wydawnictw - głównie polskich.

Lista znajduje się na stronie internetowej.

Według dyrektora Instytutu Religioznawstwa UJ i aktywisty ruchu Obywatele Nauki, dr. hab. Lecha Trzcionkowskiego bardzo dobrze, że resort nauki zdecydował się na wprowadzenie gradacji: podzielenia wydawnictw na poziomy. Jednak sposób jej realizacji nie sprzyja jakości. Naukowiec ocenił, że proponowane dwa poziomy to za mało: "Przydałby się dodatkowy, trzeci poziom". Jak mówi, na środkowym poziomie powinny znaleźć się wydawnictwa zagraniczne i krajowe, które spełniają wysokie, międzynarodowe normy, natomiast na trzecim, najniższym takie, które spełniają podstawowe standardy i aspirują do wyższego poziomu, czyli większość wydawnictw akademickich w Polsce.

Prof. Trzcionkowski uważa, że umieszczenie na liście wydawnictw premiowanych 80 punktami jednocześnie wszystkich polskich wydawców akademickich, a zarazem wielu prestiżowych międzynarodowych wydawców, jest odstępstwem od celów reformy i podważa jej założenia. "Tylko niektóre z tych polskich wydawnictw spełniają wysokie standardy naukowe. Ich poziom jest bardzo różny, tymczasem wszystkie zostały zrównane. Co więcej, zostały zrównane z wydawnictwami o najwyższych standardach międzynarodowych publikującymi przełomowe monografie naukowe" - zauważył naukowiec.

Zwrócił też uwagę, że na liście znalazły się wydawnictwa nienaukowe - w tym takie, które nie mają żadnych procedur recenzyjnych. "A zatem w tej grupie mamy też bardzo dobre międzynarodowe wydawnictwa z najwyższej półki, które traktowane są na takim samym poziomie, jak polskie prowincjonalne wydawnictwa akademickie i wydawnictwa niespełniające podstawowych kryteriów" - powiedział.

Trzcionkowski nie jest zaskoczony, że w części najwyżej punktowanej nie znalazły się polskie wydawnictwa. "To jest jak najbardziej sprawiedliwe, dlatego, że żaden polski wydawca nie ma pozycji międzynarodowej, takiej jak tamte wydawnictwa" - ocenił.

Kluczowe byłoby też określenie standardów recenzowania monografii. "Teraz wystarczy pozytywna opinia zaprzyjaźnionego naukowca. Tymczasem powinna być to anonimowa recenzja zamówiona przez wydawnictwo ewentualnie wspomagana przez niezależną radę naukową serii wydawniczej" - dodaje.

Jak mówi ekspert, nie wiadomo, na jakiej podstawie powstała lista. "Resort powinien określić, jakich standardów oczekuje od wydawnictw, by te znalazły się na odpowiednim poziomie. Chodzi o określenie takich standardów, które można poddać ewaluacji i audytowi. Teraz nie ma żadnego kryterium" - wskazuje.

Określenie punktowania wydawnictw - zarówno monografii, jak i artykułów, prof. Trzcionkowski uważa za kluczowe elementy reformy szkolnictwa wyższego, gdyż jest ono ściśle związane z finansowaniem badań naukowych. "Kiedy obniżymy standardy, cały system legnie w gruzach. Jego fundamenty są po prostu słabe" - powiedział.

"Ta zmiana na pewno nie zrealizuje celów, jakie ministerstwo stawiało przed sobą" - powiedział naukowiec. - "To krok, który udaje krok w odpowiednim kierunku, ale z powodu kompromisu unieważnia cele reformy".

O wstrzymanie planów ogłoszenia listy punktowanych wydawnictw i czasopism naukowych apelował w grudniu ub.r. w liście do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego prof. Andrzej Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Instytutu Historii PAN i ponad 40 naukowców reprezentujących nauki humanistyczne. Według sygnatariuszy listu plany "ogłoszenia listy +słusznych+ wydawnictw i czasopism" zagrażają "wolności naukowej myśli i specyficznego powołania humanistyki". Ich zdaniem reforma uczelni zmierza do zmarginalizowania "społecznej roli humanistyki", a na reformie "ucierpi ta myśl, która będzie wyrażała się po polsku i która nie podporządkowuje się regułom globalnej politycznej poprawności".

Szef MNiSW Jarosław Gowin w liście opublikowanym w "Rzeczpospolitej" odpowiedział jednak prof. Nowakowi, że "humanistyka ma do odegrania bezcenną misję społeczną", dlatego jak zauważył, w ewaluacji powstało nowe kryterium: wpływ społeczny, co oznacza, że pod uwagę będą też brane prace popularnonaukowe. Gowin pisał też o trosce ministerstwa, "by uwolnić polską naukę od pseudonaukowej makulatury".

Na stronie resortu nauki napisano: "Wprowadzenie wykazu wydawnictw monografii naukowych do polskiego systemu ewaluacji nauki ma na celu usunięcie z przestrzeni komunikacji naukowej wydawnictw nierzetelnych, które często deklarują możliwość opublikowania dowolnego dostarczonego im materiału, jako monografii naukowej". MNiSW podkreśla znaczenie tego, by w przestrzeni komunikacji osiągnięć polskich naukowców funkcjonowały jedynie takie wydawnictwa, które stosują podstawowe zasady etyki publikacyjnej oraz posiadają ustaloną procedurę recenzowania proponowanych im tekstów naukowych. "To właśnie te dwa minimalne wymogi zostały wskazane jako jedyne wytyczne dla wydawnictw, które chciałyby znaleźć się w wykazie MNiSW" - napisano na stronie resortu.

MNiSW informuje, że wykaz w przyszłości będzie uzupełniany przez Komisję Ewaluacji Nauki (KEN), która rozpocznie swoją pierwszą kadencję 1 marca 2019 roku. Z kolei monografie wydane w wydawnictwach spoza ministerialnego wykazu będą mogły zostać zgłoszone do ewaluacji i uzyskać 80 punktów. Wszystko będzie zależało od oceny ekspertów KEN-u. 

Wykaz wydawnictw monografii naukowych jest - jak informuje MNiSW - instrumentem stosowanym już w świecie nauki. Wymienia, że w Europie podobne rozwiązania wprowadziły już Hiszpania, Finlandia i Norwegia.

autor: Szymon Zdziebłowski

szz/ lt/ zan/

Copyright © Fundacja PAP 2019