20.11.2019
PL EN
07.11.2019 aktualizacja 07.11.2019
Ludwika Tomala
Ludwika Tomala

Szef ERC: młodzi mogą badać tylko to, czego chcą ich szefowie? Pora z tym skończyć!

Prezes ERC Jean-Pierre Bourguignon podczas wywiadu udzielanego Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie. PAP/Wojciech Olkuśnik Prezes ERC Jean-Pierre Bourguignon podczas wywiadu udzielanego Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie. PAP/Wojciech Olkuśnik

Młodzi badacze, jeśli mają dobry pomysł, powinni go sformułować i realizować! A szefowie tych osób powinni wiedzieć, że w badaniach nie chodzi o to, by mieć nad kimś kontrolę - mówi PAP przewodniczący Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych prof. Jean-Pierre Bourguignon.

Prof. Jean-Pierre Bourguignon to francuski matematyk, przewodniczący Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC), przyznającej prestiżowe unijne granty dla naukowców.

PAP: Europejska Rada ds. Badań Naukowych przyznała w swojej historii - od 2007 r. - ponad 9 tys. grantów. Z tego w Polsce realizowano zaledwie 34 granty. To mniej niż Francja dostaje każdego roku. Jak pan to skomentuje?

J-P.B.: Wiem, że Polska podejmuje wiele wysiłków, aby ten wynik poprawić, są to m.in. zmiany strukturalne. Potrzeba jednak czasu, by te zmiany weszły w życie. Na pewno ważnym krokiem było dla Polski utworzenie Narodowego Centrum Nauki (w 2010 r. - przyp. PAP). Z jego znaczących środków mogli korzystać najlepsi naukowcy w Polsce, by prowadzić swoje badania. W pewnym jednak sensie takie granty na początku demotywowały ich, by startować o granty ERC. Kiedy jednak naukowcy uzyskali dostęp do takiego typu grantów, uznali, że mogą prowadzić badania na wyższym poziomie. A z czasem mogli zacząć być bardziej ambitni i zaczęli nabierać apetytu na granty europejskie.

Druga przyczyna ma charakter kulturowy. Tutaj system przez wiele lat był bardzo "skupiony na sobie". Wprawdzie kontakty z naukowcami z innych krajów były ważne, ale nie najważniejsze. Teraz jednak zaczyna się w Polsce kolejna reforma strukturalna. Pierwszym etapem było danie uczelniom większej autonomii.

PAP: Myśli pan, że reformy uczelni idą w dobrym kierunku?

J-P.B.: Krajem, który w ERC osiągnął największy sukces, jeśli chodzi o liczbę grantów na milion mieszkańców jest Holandia. Uczelnie w Holandii używają swojej autonomii, by być proaktywne, przekonywać ludzi, aby ubiegali się o granty. Jestem przekonany, że reforma polskich uczelni pójdzie w tym kierunku. Jestem przekonany, że to doprowadzi do nowej dynamiki!

PAP: Jakich rad mógłby pan udzielić Polakom, którzy zastanawiają się nad tym, czy zabiegać o grant?

J-P.B.: Nie bądźcie nieśmiali! I przyjmijcie do wiadomości, że czasem warto spojrzeć na swoje badania z dalszej perspektywy. Jest jednak kolejna sprawa. ERC poświęca dużo uwagi osobom na wczesnych etapach kariery. Tymczasem w Polsce i kilku innych krajach uczelnie są zbyt "ciężkimi" strukturami: młodzi ludzie mają robić to, co im mówią szefowie. Trzeba się z tego wydostać. Młodzi ludzie muszą wiedzieć, że jeśli mają dobry pomysł, powinni go sformułować i realizować! Czasami takie podejście wstrząsa hierarchiczną strukturą na uczelniach i szefowie tych młodych osób nie są zbyt szczęśliwi, bo mają wrażenie, że tracą kontrolę. Ale w badaniach nie chodzi o to, by mieć kontrolę. Chodzi o to, by zapewniać nowe możliwości. A to zupełnie inna perspektywa!

PAP: Czy w grantach ERC planowane są jakieś zmiany w nowej perspektywie finansowania?

J-P.B.: Stawiamy na ciągłość, więc następny program będzie bardzo podobny.

PAP: Ale czy są np. planowane zmiany w płacach dla osób, które zdobywają granty ERC? Badacz, który zdobędzie grant ERC w Polsce zarabia znacznie mniej niż badacz, który zdobędzie taki sam grant na Zachodzie Europy... A przez to Polsce trudniej niż niektórym innym państwom np. przyciągnąć lub zatrzymać potencjalnych laureatów grantu.

J-P.B.: Kwestia zarobków jest skomplikowana. To polityczna sprawa. Teraz wynagrodzenie, jakie otrzymuje laureat grantu ERC - które określa się jako koszt kwalifikowany - musi być wynagrodzeniem takim, jakie przewidziano w narodowej skali wynagrodzeń. Nie można więc - w ramach grantu - zarabiać znacznie więcej niż wynoszą oficjalne zarobki naukowca w danym kraju. A różnice w zarobkach naukowców z różnych krajach są duże. Trzeba też jednak brać pod uwagę to, ile kosztuje życie w poszczególnych krajach czy miastach.

Ale np. Katalonia obeszła ten problem. Przygotowała specjalną strukturę, dzięki temu udało im się dostać lepsze zarobki.

Są kraje, gdzie zarobki naukowców są tak niskie, że muszą oni szukać dodatkowych źródeł utrzymania, aby żyć godnie. Nie wiem, czy tak jest w Polsce, ale np. w Bułgarii czy Rumunii nominalne zarobki są tak niskie, że ludzie szukają innej pracy, np. muszą prowadzić dodatkowo zajęcia. Ale jeśli prowadzi się dużo zajęć, ma się mniej czasu na prowadzenie badań.

PAP: Nasz parlament niedawno przyjął ustawę, zgodnie z którą profesor PAN - podobnie jak profesor uczelni - powinien zarabiać nie mniej niż 6400 zł. To ok. 1500 euro. To chyba nie są kokosy.

J-P.B.: To typowe wynagrodzenie początkowe we Francji.

PAP: Ale u nas to wynagrodzenie nie dla początkującego, a dla profesora.

J-P.B.: No tak. Ale w Paryżu jednak i za taką kwotę ciężko się utrzymać. To poważna kwestia. Jeśli rzeczywiście nominalne zarobki naukowców w kraju nie pozwalają żyć godnie, to coś jest nie tak. Będę to powtarzać do kiedy nie skończy się moja kadencja. Zwykle jednak słyszę od ministrów finansów, że każdy kraj ma swoje widełki zarobków i koniec. Zazwyczaj pensja wystarcza, by żyć godnie. Ale to nie oznacza tego samego dla różnych krajów. Bycie naukowcem nie jest najlepszą drogą, by stać się bogatym. Według mnie jednak grantobiorcom trzeba zagwarantować tyle środków, by niekoniecznie się na tym bogacili, ale by przynajmniej mogli za to godnie żyć.

Rozmawiała Ludwika Tomala 

PAP - Nauka w Polsce

lt/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019