19.06.2019
PL EN
08.03.2019 aktualizacja 13.03.2019
Szymon Zdziebłowski
Szymon Zdziebłowski

Archeolog: Skorupy ceramiczne to coś więcej niż dobry datownik

Co roku archeolodzy odkrywają w Polsce dziesiątki tysięcy fragmentów naczyń, które z reguły pomagają w określaniu wieku stanowisk. To nie wszystko: ich dokładniejsza analiza pozwala bliżej poznać dawny warsztat wytwórców ceramiki - mówi Albin Sokół z Muzeum Archeologicznego w Biskupinie.

Fragmenty naczyń ceramicznych to najczęstszy rodzaj znalezisk, na jakie archeolodzy natrafiają w czasie wykopalisk. W magazynach zalegają ich miliony. Analizy tych skorup pomagają określić wiek samej ceramiki, ale też osady lub cmentarzyska, na którym została ona odkryta.

"Nierzadko zapomina się jednak o ludziach, którzy je wykonali. Tymczasem na części spośród odkrywanych skorup ceramicznych widać nawet odciski palców garncarzy" - opowiada w rozmowie z PAP archeolog z Muzeum Archeologicznego w Biskupinie, Albin Sokół, który zajmuje się odtwórstwem dawnych technik wykonywania naczyń.

"Dane liczbowe bywają przytłaczające. Przykładowo tylko do 1960 roku w trakcie wykopalisk w Biskupinie odnaleziono ponad 3,5 tony ceramiki! Sam fakt podawania wagi, a nie dokładnej liczby, daje wyobrażenie o masowości tych znalezisk" - wskazuje Sokół.

Sokół zauważa, że wielu naukowców zajmujących się badaniem skorup jeszcze kilka dekad temu nie znało najczęściej tematu od strony praktycznej - np. nigdy nie wykonywali oni naczyń własnoręcznie. Albo też nie korzystało z wiedzy uzyskanej przez archeologów eksperymentalnych. Tymczasem perspektywa odtwórcy pomaga spojrzeć na fragmenty naczyń ceramicznych z wykopalisk w nowy sposób. Dlatego w ostatnich latach ceramolodzy częściej sięgają po wyniki prac eksperymentatorów.

"Często w literaturze naukowej jeden autor przytaczał stwierdzenia drugiego i powielał mity dotyczące wyrabiana naczyń ceramicznych. Tymczasem praktyka pozwala wykluczyć pewne tezy" - mówi. Kwestie te związane są np. wykończeniem powierzchni naczyń, wypałem czy celowością dodawania niektórych domieszek.

Jako przykład powielanego mitu Albin Sokół podał tzw. ceramikę grafitowaną z późnej epoki brązu i wczesnej epoki żelaza – czyli z czasów, w których istniała słynna osada obronna w Biskupinie. W ten sposób często nazywano naczynia o czarnej i lśniącej powierzchni.

"Powyższe określenie sugeruje, że przy ich produkcji stosowano grafit, sprowadzony z terenów położonych na południe od Polski, który nadał im wyjątkową barwę i metaliczny połysk poprzez dodanie go do masy ceramicznej, bądź wcierania w powierzchnię. Tymczasem eksperymenty wykazały, że taki sam efekt można uzyskać na kilka sposobów, niekoniecznie wykorzystując wspomniany minerał" - opowiada Sokół.

W ocenie badacza podobnych błędów odnoszących się do poglądów na temat pradziejowych naczyń ceramicznych może być sporo. "Jednak w ostatnich latach archeologia eksperymentalna i szerokie interdyscyplinarne analizy pozwalają zweryfikować wiele hipotez, co napawa optymizmem" - dodaje.

Na niektórych fragmentach naczyń odkrywanych przez archeologów widoczne są np. ślady linii papilarnych, na innych - odciski nasion, a nawet tkanin czy wyplatanych mat sprzed tysięcy lat.

"Materiały organiczne z reguły nie zachowują się do naszych czasów, więc takie odciski dają jedyny wgląd w tę sferę wytwórczości" - opowiada.

Jeśli chodzi o zachowane na skorupach odciski palców, to - mimo początkowego entuzjazmu - ich badanie nie przyniosło rozstrzygających rezultatów. Stosując metody współczesnej daktyloskopii nie udało się bowiem bezspornie ustalić, czy odciski linii papilarnych należą do kobiet, czy do mężczyzn, i w jakim wieku osoba je pozostawiła. „Niemniej to ciekawe doświadczenie: zobaczyć tak bezpośredni ślad po wytwórcy z odległej przeszłości” – dodaje.

Na podstawie kilkuletniego doświadczenia jako odtwórcy pradziejowych naczyń Albin Sokół mówi, że garncarstwo było zajęciem czasochłonnym i wymagającym.

"Przygotowanie gliny mogło zajmować nawet wiele miesięcy, dlatego cały proces technologiczny należało dokładnie zaplanować" - sugeruje. Jak mówi, proces ten był męczący, gdyż przygotowywanie gliny i formowanie naczyń wymaga sporego wysiłku.

„Wypalanie zawsze wiąże się z ciężką pracą i ekstremalnymi temperaturami, a wyjątkowo dobrze można to odczuć podczas wypału w otwartym palenisku” - podkreśla archeolog.

Od wydobycia gliny do powstania naczynia mogło minąć wiele czasu. Czasochłonne było np. pozbawianie gliny zanieczyszczeń, np. korzonków. Natomiast po ulepieniu naczyń musiały one schnąć nawet kilka tygodni - tak, aby podczas wypalania nie pękały.

"Wykonanie jednego naczynia wymagało sporej wiedzy, która była zapewne przekazywana z pokolenia na pokolenie” - opowiada. Wydaje się jednak, że na terenie dzisiejszej Polski nie było osób, które poświęcały się wyłącznie tej czynności i nie musiały utrzymywać się z uprawy roli czy hodowli zwierząt. Taki stan, z pewnymi wyjątkami, utrzymywał się aż do wyodrębnienia rzemiosł i powstania cechów w średniowieczu – zauważa.

Na podstawie własnego doświadczenia Sokół twierdzi, że garncarze - niezależnie od epoki - zapewne uczestniczyli w każdym z etapów procesu wykonania naczynia, już od momentu poszukiwania gliny. "Znalezienie odpowiedniego surowca było warunkiem wykonania dobrych naczyń" - mówi.

"Z danych etnograficznych wiemy, że niektórzy garncarze umieszczali kawałek gliny na języku i rozcierali go zębami. W ten sposób oceniali granulację złoża - czy glina była czysta, odpowiednio tłusta" - opowiada.

Sokół mówi, że dzięki eksperymentom w Biskupinie patrzy na skorupy inaczej, niż przed podjęciem studiów. "Szybciej dostrzegam niuanse dotyczące produkcji. Dostrzegam też w nich postać wytwórcy i ślady jego jednostkowego zaangażowania" - zaznacza. Jak dodaje, jako archeolog docenia tytaniczną pracę badaczy, którzy opisują tysiące skorup i ich wylewów, z których tworzą typologie. "Bo współczesna archeologia powstała właśnie w oparciu o systematyzowanie olbrzymiej liczby znalezisk. Nie uważam też, że praktyczne doświadczenie z wytwarzaniem naczyń jest absolutnie konieczne do ich naukowego opracowywania, bo w pracach badawczych zadaje się różne pytania. Ale konsultacje z praktykami mogą okazać się naprawdę owocne" – mówi.

PAP - Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

szz/ zan/

Copyright © Fundacja PAP 2019